Naukowcy reprezentują w tym wypadku dwie frakcje – jedni i drudzy łączą narcyzm z rodzicielskimi metodami wychowawczymi. Zupełnie jednak odmiennymi. Gdy zdaniem niektórych psychologów narcyzm pielęgnują w dzieciach rodzice przesadnie opiekuńczy („jesteś najlepszy, nikt ci nie dorówna, możesz osiągnąć, co zechcesz”), inni badacze dowodzą, że jest wręcz przeciwnie – a narcyzm to skutek raczej niedoboru wsparcia i troski („do niczego się nie nadajesz, nie ma z ciebie żadnego pożytku”).
W pierwszym przypadku postawa narcystyczna byłaby efektem wieloletnich (i nadmiernych) starań rodziców, żeby ich dzieci były przekonane o swojej niezaprzeczalnej wartości. W drugim – rodzajem mechanizmu obronnego. Dziecko, które słyszy, że jest bezużyteczne, w końcu samo o siebie zawalczy, dowodząc, że jest warte szacunku, miłości, w tym miłości własnej. Brak wsparcia kompensuje sobie niejako samo, ale nieumiejętnie (nienauczone, jak budować poczucie własnej wartości).
Która koncepcja lepiej oddaje rzeczywistość?
Nieco światła rzucają na problem badania Eddie’ego Brummelmana z uniwersytetu w Amsterdamie, opublikowane właśnie na łamach pisma „Psychological and Cognitive Sciences”. Naukowiec współpracował z dziećmi (w wieku od 7 do 12 lat) i ich rodzicami przez półtora roku (spotykał się z nimi co sześć miesięcy). To pierwsze badanie podłużne prowadzone w tym zakresie.
Treść wywiadów – bo taką metodę Brummelman wybrał – miała pomóc ustalić poziom narcyzmu u dzieci i zdradzić, w jakim stopniu przejawiają one pozytywne/negatywne wyobrażenia na swój temat.