List otwarty do prezydenta RP w sprawie weta pod ustawą o uzgodnieniu płci
Szanowny Panie Prezydencie,
gdy przemawiał Pan niedawno na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, pochylając się z troską nad prawami prześladowanych mniejszości religijnych, i gdy nawoływał Pan społeczność międzynarodową do przestrzegania prawa – wielu z nas było dumnych ze słów polskiego Prezydenta. Pańskie przemówienia były chwalone również przez tych, którzy na Pana nie głosowali.
Wpisani w bolesny podział polityczny i brutalną kampanię polityczną, chcieliśmy i potrzebowaliśmy takiego momentu zgody narodowej wokół szlachetnych idei, które jednoczą i które Pan wygłosił – jako reprezentant polskiego państwa.
Dziś nie zostało nic z tej chwili. Zawetował Pan ustawę o uzgodnieniu płci, przeciwstawiając się czynem każdemu słowu, które wypowiedział Pan przed międzynarodowym gremium.
Nie chodzi tu o rozczarowanie i zawiedzenie tych, którzy wbrew wielu sygnałom chcieli Pana słowom zaufać; nie chodzi tu nawet o niewiarygodność Polski na arenie międzynarodowej, której dał Pan świadectwo, odmawiając dziś prawa do godności osobom transpłciowym. Nie chodzi tu też o to, że zanim echo Pana słów z Nowego Jorku o prawach mniejszości nie umilkło, już wpisał Pan Polskę do grupy państw banitów Unii Europejskiej, państw, gdzie nie przestrzega się praw mniejszości seksualnych.
Chodzi o coś więcej, Panie Prezydencie! Chodzi o życie naszego kolegi, który w wieku sześćdziesięciu lat, po urodzeniu (tak, to nie jest błąd edytorski!) i odchowaniu piątki dzieci podjął decyzję swojego życia o przejściu przez piekło korekty płci, by móc być sobą.