Iran wyprzedaje swój majątek
Prywatyzacja à la Ahmadinedżad
Irański rząd do 2010 r. chce sprywatyzować 80 proc. majątku państwa. Dzieje się to pod okiem prezydenta Ahmadinedżada, straszącego Iran zachodnim materializmem.
Sprzedaż firmy telekomunikacyjnej będzie największą operacją na irańskiej giełdzie
Kheirkahah Mohammad/BEW

Sprzedaż firmy telekomunikacyjnej będzie największą operacją na irańskiej giełdzie

Flickr CC by SA

Rząd prezydenta Ahmadinedżada właśnie wystawił na sprzedaż  perłę w koronie - telekomunikacyjnego monopolistę. To dotychczas największa transakcja na teherańskiej giełdzie.Irańska telefonia (TCI) zaoferowała inwestorom pakiet 50 plus jeden proc. akcji. Wartość oferty: 7,8 mld dolarów. Do przetargu na akcje monopolisty stanęło trzech kandydatów, uprzednio zatwierdzonych przez rządową Organizację Prywatyzacyjną. Krytycy twierdzą jednak, że z prawdziwą prywatyzacją ma niewiele wspólnego. Wkrótce po ogłoszeniu zwycięzcy, w lokalnych mediach pojawiła się informacja, że za jedną z prywatnych spółek wchodzących w skład zwycięskiego konsorcjum kryje się wcale nie prywatna Gwardia Rewolucyjna, czyli największe militarne ugrupowanie Iranu posiadające własne siły zbrojne, podlegające najwyższemu duchowemu przywódcy Alemu Chameneiemu.

Strażnicy kasy

Kiedy kraje postkomunistyczne przeprowadzały u siebie terapię szokową, w Iranie także dyskutowano o prywatyzacji. Konserwatywny prezydent Ali Akbar Haszemi Rafsandżani zrobił nawet pierwsze kroki w kierunku liberalizacji gospodarki. Plany szybkiej wyprzedaży majątku jednak zarzucono. Reformatorski następca Rafsandżaniego, Mohammad Chatami, potraktował sprawę pilniej. Za jego kadencji zmieniono zapis konstytucji, otwierając drzwi zagranicznym inwestorom. Od tej pory obcokrajowcy mogą starać się o zakup do 35 proc. udziałów w danym sektorze irańskiej gospodarki.

Nie jest to tylko pusty zapis. Przewodniczący rządowej Organizacji Prywatyzacyjnej Iranu tak chwalił swój kraj w prasie: "W zeszłym roku Francja sprywatyzowała najwięcej firm w Europie, ale my sprywatyzowaliśmy ich jeszcze więcej". Dobrą ocenę za postępy w transformacji ku gospodarce wolnorynkowej wystawił Irańczykom także Międzynarodowy Fundusz Walutowy w 2007 r. W ciągu ostatnich czterech lat rządowa Organizacja Prywatyzacyjna zakwalifikowała do sprzedaży 247 państwowych przedsiębiorstw, a następne 800 czeka w kolejce na zielone światło. Rząd w Teheranie chce do 2010 r. sprywatyzować 80 proc. majątku państwa. A wszystko to dzieje się za rządów prezydenta Ahmadinedżada, który ma renomę populisty straszącego naród zachodnim materializmem.

Ten liberalizacyjny pęd irańskich władz nie na wszystkich robi wrażenie. Obserwatorzy twierdzą, że „islamski socjalizm” z rozmachem przekształca się w gospodarkę wprawdzie nie państwową, ale quasi-rządową.

Gwardia i Spółka
 
Głównym beneficjentem prywatyzacji „à la Ahmadinedżad” okazuje się elitarna Gwardia Rewolucyjna. Powołana za czasów Chomeiniego, by strzec kleryków i zdobyczy rewolucji, urosła w siłę podczas wojny z Irakiem w latach 80-tych. Dziś liczy ponad 120 tysięcy członków i odpowiada za wiele aspektów bezpieczeństwa państwa, w tym za tajemnicę irańskiego programu nuklearnego. Zakłady wzbogacania uranu w Kum powstały właśnie w pobliżu jej bazy.

Ale gwardziści zajmują się nie tylko obroną kraju. W ostatnich latach zamienili mundury na garnitury i zajęli się także wielkim biznesem. Ponieważ kontrolują granice, porty morskie i lotniska, większość obłożonych sankcjami zachodnich towarów – alkohol, elektronika, perfumy, torebki Gucciego - przechodzi właśnie przez ich ręce. To oni realizują intratne rządowe kontrakty na budowę dróg i rurociągów. Zakładają prywatne kliniki. Zasiadają w banku centralnym. Według nieprecyzyjnych szacunków powiązane z nimi firmy zarabiają miliardy dolarów we wszystkich najważniejszych sektorach gospodarki. Ich dochody są trudne do oszacowania, bo nie figurują w budżecie państwa, ale amerykańscy eksperci z organizacji Rand ocenili w raporcie z 2008 r., że rządowe kontrakty przyznane Gwardii i firmom z nią powiązanym warte są około 5 mld dolarów. Rand twierdzi też, że gwardziści nie tylko grają pierwsze skrzypce w gospodarce, ale coraz śmielej dowodzą całym państwem, zajmując wysokie stanowiska w resortach rządowych. Według niektórych opinii stłumienie czerwcowych protestów opozycji i reelekcja prezydenta Ahmadinedżada – byłego gwardzisty - to zamach stanu przeprowadzony przez tę wojskową elitę. Zakup udziałów w państwowym telekomie to zaś debiut Gwardii na parkiecie.

Głębokie kieszenie

 
Eksperci tłumaczą, że rosnąca gospodarcza rola weteranów rewolucji nie wynika wyłącznie z faworyzowania przez rząd dawnych towarzyszy broni. Większość prywatnych irańskich firm zwyczajnie nie ma środków na zakup państwowych gigantów. Jeśli więc lokalny biznesmen wpadnie na pomysł zakupu państwowej firmy musi poszukać partnera z grubszym portfelem. A taki ma w Iranie jedynie „Gwardia i Spółka”.

Gdzie się w takim razie podziewają zagraniczni inwestorzy, których Teheran otwarcie zaprasza? Akcje telekomu oferowano w całkiem atrakcyjnej cenie 0,34 dolara za sztukę. Rząd obiecuje też, że nie będzie stwarzał barier dla rozwoju prywatnego biznesu. A mimo to inwestorzy pozostają nieprzekonani…

Prasa biznesowa przypomina, że z powodu nuklearnego sporu Teheranu z Waszyngtonem klimat inwestycyjny w Iranie pozostaje nieprzyjazny. Już wcześniej do wezwań USA, by nie handlować z Iranem, zastosowały się zachodnie instytucje finansowe i koncerny energetyczne: Drezdner Bank, Credit Suisse, UBS, HSBC, Barclays, Commerzbank, Total, Shell, Repsol. Po niedawnym ujawnieniu istnienia drugiego obiektu wzbogacania uranu w Kum, Stany Zjednoczone próbują nakłonić społeczność międzynarodową do przykręcenia gospodarczej śruby. Prywatyzacja z udziałem obcokrajowców na pewno nie będzie możliwa, jeśli międzynarodowe transakcje finansowe zostaną zamrożone.

Kłopot z Gwardią

Amerykanie mają jednak problem ze społecznością międzynarodową: nie wszystkie kraje chcą się przyłączyć do blokady. Najnowszy raport Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD)  wyjaśnia dlaczego: w ciągu ostatnich 18 lat wszystkie największe gospodarki zainwestowały w Iranie całkiem grube miliardy dolarów. American Enterprise Institute podaje, że wiodącym inwestorem w republice islamskiej są Chiny; ważną rolę odgrywają także Rosjanie, Włosi, Francuzi, Niemcy i Japonia; a największym przegranym są…Amerykanie. Gwardia Rewolucyjna ma się za to świetnie.

Niektórzy żywią nadzieję, że garnitur odmieni byłych rewolucjonistów i uczyni z nich pragmatycznych biznesmenów – czyli takich, których będzie można przekonać do rezygnacji z nuklearnych ambicji. „Nie da się być zarazem organizacją militarną, która ma zamiar wyeksportować rewolucję i wysadzić świat w powietrze - oraz kapitalistyczną agencją z palcami umaczanym w kilku smacznych ciastkach”, uspokajają. Zresztą fakt, że oficjalne media irańskie otwarcie kwestionują udział wojskowych w rządowych przetargach oznacza, że ich władza nie jest absolutna. Są w Iranie grupy bardzo niezadowolone z marszu gwardzistów ku globalnej gospodarce.  

Irański telekom tymczasem szuka partnerów strategicznych za granicą – niekoniecznie zachodnią. Już wcześniej zainteresowanie zakupem udziałów w branży telekomunikacyjnej wyraziły firmy z Rosji, Turcji, Chin i Indonezji. Według ekspertów jest o co walczyć. Wprawdzie wartość księgowa stu największych irańskich firm razem wziętych nie równa się wycenie Microsoftu, inwestorzy wietrzą tu jednak przyszłościowy interes.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj