Co zrobi Kijów? I kiedy?
Operacja Ukraina
Zorganizujmy referendum w kwestii przynależności poszczególnych części Ukrainy do tego państwa – mówi ukraiński historyk Jarosław Hrycak. – Jeśli, dajmy na to, Donbas wybrałby opcję prorosyjską, wtedy Ukraina powinna być gotowa go wyrzucić.
„Zielone ludziki” z Doniecka
Kyodo/AP/EAST NEWS

„Zielone ludziki” z Doniecka

Powszechne już jest narzekanie, że Kijów nie reaguje na rosyjskie, coraz śmielsze, prowokacje, a jeśli reaguje, to niespecjalnie efektywnie i bez przekonania. Że „projekt Ukraina” po prostu nie działa, że zapowiadany od dawna podział Ukrainy, wdrukowany, jak się uważa, w jej istotę – staje się faktem. Że setki lat funkcjonowania w różnych realiach politycznych wykształciły różne rodzaje ukraińskości i że współczesne państwo ukraińskie okazało się niezdolne do zintegrowania tych ukraińskości w jednym organizmie. Bo wygląda na to, że Rosjanie śmieją się Kijowowi w twarz. Krym odebrano bez wystrzału, podobno zaskoczony był tym sam Władimir Putin. Teraz Moskwa na wschodniej Ukrainie robi, co chce: nie ma wątpliwości, że granicę przenikają specjalne jednostki wspierające separatystów. A ci coraz bardziej lekceważą ukraińskie państwo.

Parę tygodni temu, pod pomnikami Leninów na wschodniej Ukrainie, głosili oficjalnie, że żaden separatyzm ich nie interesuje, a o przyłączeniu do Rosji dodawali już po cichu. Teraz, razem ze znanymi z Krymu „zielonymi ludzikami”, wywieszają na samorządowych budynkach rosyjskie flagi, szturmują milicyjne posterunki. I mimo że Władimir Putin przyznał już, że na Krymie „zielone ludziki” były wsparciem przysłanym z Moskwy dla lokalnej ludności, mimo że „kosmici” ze wschodniej Ukrainy do złudzenia przypominają „kosmitów” z Krymu, to Rosja szczerzy się najbezczelniej: to nie my.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj