Czy kiedykolwiek uda się ustalić, co zaszło?
Pat w Torez
Dziś, późnym południem Ukraińcy ogłosili zakończenie poszukiwania zwłok ofiar katastrofy lotniczej. Bilans jest tragiczny: znaleziono 282 ciała oraz szczątki, należące do 16 osób.
Twitter

Od chwili tragedii boeinga malezyjskich linii lotniczych, zestrzelonego nad wschodnią Ukrainą, toczy się dramatyczna walka o dostęp do miejsca, gdzie leżą części samolotu. To obszar kontrolowany przez prorosyjskich separatystów, to oni nie chcą dopuścić do miejsca zdarzenia ekipy międzynarodowych specjalistów, powołanych do zbadania przyczyn tej tragedii.

Międzynarodowa grupa specjalistów z Holandii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych dopiero w poniedziałek przybyła z Kijowa do Charkowa. Tu ulokowano powołany sztab kryzysowy ukraińskiej Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. Ale komisja wciąż nie dotarła na miejsce: toczą się negocjacje prowadzone przez przedstawicieli OBWE z separatystami, nadal mało skuteczne. Separatyści zablokowali też stację kolejową w miejscowości Torez, nie zezwalając na transport ciał. Na tę stację, informują ukraińskie władze, przybyły kolejne wagony-chłodnie dla przetransportowania zwłok. Nie mogą jednak opuścić terenu kontrolowanego przez separatystów. Udało się ostatecznie uzgodnić, że specjalny pociąg chłodnia odjedzie do Charkowa jeszcze dziś wieczorem, podają ukraińskie media. Stawianym warunkiem było wstrzymanie operacji antyterrorystycznych na wschodzie.

Prezydent Petro Poroszenko właśnie ogłosił, że wydał polecenie wstrzymania działań wojennych w promieniu 40 km od miejsca tragedii. Decyzja prezydenta, powodowana względami humanitarnymi, pozwoli być może przerwać ten koszmar, jaki świat w osłupieniu obserwuje od minionego czwartku, kiedy cywilny samolot runął na ziemię. Poroszenko zrobił wspaniały gest. Czy jednak separatyści nie postawią kolejnych warunków, czy nie wykorzystają sytuacji do umocnienia, kolejny już raz, swoich pozycji?

To niesłychany skandal, że nie utworzono korytarzy humanitarnych, że tragedia jest przedmiotem rozgrywki i szantażu wobec władz w Kijowie i europejskich rządów. Jak powiedział w poniedziałek premier Arsenij Jaceniuk, Ukraina gotowa jest przekazać ciała ofiar do Amsterdamu, w celu przeprowadzenia identyfikacji. Ustalono, że śledztwo w sprawie tragedii zostanie przekazane Holendrom, którzy ponieśli największe straty, bo zginęło najwięcej obywateli tego kraju. Ale Kijów może tylko składać ręce i prosić: premier przyznał już dwa dni temu, że bez zachodniej pomocy wojskowej Ukraina nie poradzi sobie z separatystami, jest za słaba.

Świat jednak nie zamierza zbrojnie interweniować, bo to byłby zapewne początek prawdziwej wojny. Dziś Jaceniuk potwierdza, że tragedia samolotu uczyniła cały konflikt wydarzeniem międzynarodowym. Oczywiście przede wszystkim to ukraińskie władze mają obowiązek dbać o bezpieczeństwo kraju. Tego się wymaga od odpowiedzialnych rządów. Na razie Kijów ma kłopoty ze zorganizowaniem struktur państwa, sprawowaniem nad nimi kontroli.

Jak powiedział ukraiński premier, nie ma wątpliwości, że przyczyną tragedii jest atak rakietowy, przeprowadzony z ziemi, że dokonano tego najprawdopodobniej używając rakiety Buk-M1. Że sprawcami są separatyści, wspierani, szkoleni i wyposażeni w sprzęt wojskowy przez Rosję. Nie jest możliwe, żeby system rakietowy ziemia–powietrze pozostawał poza kontrolą wojska, nie jest też możliwe, żeby użyli go przypadkowi, niewyszkoleni i niewyćwiczeni żołnierze. – Mamy dane, że szkolenie odbywało się na terytorium Rosji – powiedział premier.

Również amerykański sekretarz stanu John Kerry oświadczył, że Waszyngton ma 99 proc. pewności, że zestrzelenia malezyjskiego boeinga dokonali separatyści przy wsparciu Rosji. To obarcza Moskwę odpowiedzialnością za tę tragedię. Wciąż nie ma jednak oficjalnego komunikatu, są jedynie informacje, że systemy satelitarne sfotografowały tor rakiety, a nawet moment wybuchu.

Przedstawiciel Sztabu Generalnego Rosji gen. Andriej Kartapołow poprosił właśnie Amerykanów o ujawnienie zdjęć satelitarnych, jeśli je zarejestrowali. Rosjanie twierdzą, że ich radary nie sfilmowały wybuchu. Posiadają natomiast informację, że w rejonie doniecka działał ukraiński system przeciwlotniczy. Czy w tej sytuacji Amerykanie zdecydują się ujawnić więcej materiałów: wywiady nie pokazują na ogół takich form swojej pracy. Rosjanie to wiedzą, sami też nie pokazali posiadanych zdjęć. 

Wschód Ukrainy, od chwili wkroczenia Rosjan na Krym, jest bez wątpienia najbardziej monitorowanym obszarem w Europie. Systemy satelitarne śledzą wszelkie ruchy rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą, podają ich liczebność i miejsce stacjonowania. Z pewnością monitorują również rozmieszczenie systemów rakietowych, tak nowoczesnych i niebezpiecznych jak użyty przez separatystów Buk-M1. Zapewne można ustalić miejsce, z którego rakietę wystrzelono.

Są informacje, że cały system został już na powrót przerzucony przez granicę do Rosji. Przez trzy ostatnie dni trwało czyszczenie terenu ze wszystkiego, co mogło wskazać sprawców, zwłaszcza ze szczątków rakiety. Jak twierdzi ukraiński ekspert wojskowy Dmytro Tymczuk, komentujący wydarzenia na Facebooku, ekstremiści i rosyjscy specjaliści zdołali wykraść najcenniejsze dowody przyczyn tragedii. Czy kiedykolwiek uda się ustalić, co zaszło?

Według ukraińskich danych to proces koordynowany i nadzorowany bezpośrednio z Moskwy. Deklaracja Putina, że zrobi wszystko, żeby konflikt na wschodzie został przeniesiony w fazę negocjacji, to kpina. Jest wystarczająco dużo dowodów, że to Rosja jest głównym inicjatorem tego, co dzieje się w Donbasie, podkreśla Tymczuk.

Kijów domaga się od Moskwy kontroli granicy i zaprzestania wsparcia dla separatystów. Domaga się od Putina, podobnie zresztą jak inne stolice, wywarcia presji na kontrolujących ten obszar bojownikach, aby pozwolili działać międzynarodowym specjalistom. Tymczasem Władimir Putin oświadczył jedynie, że niezbędne jest zagwarantowanie na miejscu tragedii bezpieczeństwa pracy międzynarodowym specjalistom i utworzenie korytarzy humanitarnych. Ta wypowiedź najwyraźniej nie jest kierowana do separatystów.

Czy to oznacza, że ukraińskie siły rządowe powinny skapitulować? Winą za tragedię rosyjski prezydent niezmiennie obarcza rząd w Kijowie, ponieważ wznowił działania zbrojne na wschodzie. To, że europejscy przywódcy dzwonią do Putina i prowadzą z nim długie rozmowy, prosząc o wywarcie wpływu na rebeliantów, wygląda komediowo. Cały świat wie, że to Rosja obudziła demona nacjonalizmu, że wspiera ruchy odśrodkowe, że ma interes w destabilizowaniu Ukrainy. Przełyka gładko rosyjską propagandę. Od czasu do czasu jest wstrząśnięty. I tyle.

Kiedy separatyści zestrzelili pierwszy, a potem następne ukraińskie samoloty wojskowe i transportowe, lecące na wysokości około 6 tys. metrów, było oczywiste, że dysponują nowoczesnymi rakietami i że ten sprzęt dotarł z Rosji. To było ostrzeżenie. Najwyraźniej nikt nie wyciągnął z niego wniosków.

Tym razem jednak wszelkie granice i czerwone linie zostały przekroczone: zestrzelono cywilny samolot, zginęli niewinni ludzie. Jutro może wydarzyć się to samo, a może coś jeszcze gorszego, jeśli Rosja nadal będzie wspierać rebeliantów i wysyłać na Ukrainę swoich wyszkolonych agentów, którzy prowadzą tam dywersję. Mówił dziś o tym premier Jaceniuk.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj