Od chwili tragedii boeinga malezyjskich linii lotniczych, zestrzelonego nad wschodnią Ukrainą, toczy się dramatyczna walka o dostęp do miejsca, gdzie leżą części samolotu. To obszar kontrolowany przez prorosyjskich separatystów, to oni nie chcą dopuścić do miejsca zdarzenia ekipy międzynarodowych specjalistów, powołanych do zbadania przyczyn tej tragedii.
Międzynarodowa grupa specjalistów z Holandii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych dopiero w poniedziałek przybyła z Kijowa do Charkowa. Tu ulokowano powołany sztab kryzysowy ukraińskiej Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. Ale komisja wciąż nie dotarła na miejsce: toczą się negocjacje prowadzone przez przedstawicieli OBWE z separatystami, nadal mało skuteczne. Separatyści zablokowali też stację kolejową w miejscowości Torez, nie zezwalając na transport ciał. Na tę stację, informują ukraińskie władze, przybyły kolejne wagony-chłodnie dla przetransportowania zwłok. Nie mogą jednak opuścić terenu kontrolowanego przez separatystów. Udało się ostatecznie uzgodnić, że specjalny pociąg chłodnia odjedzie do Charkowa jeszcze dziś wieczorem, podają ukraińskie media. Stawianym warunkiem było wstrzymanie operacji antyterrorystycznych na wschodzie.
Prezydent Petro Poroszenko właśnie ogłosił, że wydał polecenie wstrzymania działań wojennych w promieniu 40 km od miejsca tragedii. Decyzja prezydenta, powodowana względami humanitarnymi, pozwoli być może przerwać ten koszmar, jaki świat w osłupieniu obserwuje od minionego czwartku, kiedy cywilny samolot runął na ziemię. Poroszenko zrobił wspaniały gest. Czy jednak separatyści nie postawią kolejnych warunków, czy nie wykorzystają sytuacji do umocnienia, kolejny już raz, swoich pozycji?
To niesłychany skandal, że nie utworzono korytarzy humanitarnych, że tragedia jest przedmiotem rozgrywki i szantażu wobec władz w Kijowie i europejskich rządów.