szukaj
Żakowski pisze do Tuska: Niestety, znowu Pan musi
Może nie jest uprzejmie już dzień po formalnym wyborze zrzucać na Pana tak ogromny ciężar, ale w dzisiejszej strukturze UE, tylko jej Prezydent może zaproponować nową, zbawienną dla Europy narrację.
Malgorzata Kujawka/Agencja Gazeta

Gratuluję, Panie Premierze. Cieszę się. I zaciskam kciuki. Ale nie dlatego, że otrzymał Pan „bardzo ważny europejski urząd”. Bo to wcale nie musi być „bardzo ważny urząd”. Może to też być całkiem nieważny urząd. Czy będzie to urząd „strzegący żyrandola”, czy wskazujący Europie drogę – to w dużym stopniu będzie zależało od Pana. Cieszę się, że Pan go obejmuje, bo wierzę, że to powinien być „bardzo ważny urząd” i wydaje mi się, że ma szansę Pan nadać mu taką wagę.

Przynajmniej dwa razy obserwowałem, jak skutecznie dorastał Pan do ról, które panu powierzano, i jak je Pan przerastał. Najpierw do roli przewodniczącego PO, potem do roli szefa rządu. W obu tych rolach sprawdził się Pan lepiej, niż spodziewali się ci, dzięki którym je pan obejmował, nie mówiąc o tych, którzy byli wobec takiej decyzji sceptyczni.

Teraz kolejna wielka szansa przed Panem. Większa niż poprzednie. Ale wraz ze stawką, jak to zwykle bywa, rośnie skala trudności. Jako szef PO musiał Pan wyprowadzić partię z obłędnych meandrów IV RP. Jako szef rządu, musiał Pan zerwać z obłędem neoliberalnego dryfu wielu poprzednich rządów. Jedno i drugie wydawało się niemal niemożliwe, a udało się Panu w bardzo dużym stopniu. Ale wyprowadzenie Unii Europejskiej z historycznego dryfu, w którym od lat się pogrąża, będzie jeszcze trudniejsze. A to jest stojące przed Panem zadanie, jeśli mamy mówić o dumie Polski ze sprawowania przez Pana „bardzo ważnego urzędu”.

Oczywiście Prezydent UE nie jest w stanie dać Europie pięcioprocentowego wzrostu, nie zlikwiduje bezrobocia, nie odwróci kryzysu demograficznego. Ale może zrobić bardzo dużo, by przywrócić Europejczykom europejskiego ducha, który od lat zanika, wypierany przez ducha różnych egoizmów. By to osiągnąć, musi Pan przede wszystkim zaproponować nową europejską narrację. Taką, która przynajmniej w pierwszej połowie XXI w. będzie odpowiednikiem narracji, jaką w połowie XX w. stworzył Robert Schuman i która wystarczała do końca poprzedniego stulecia, ale się wyczerpała.

Zużycie schumanowskiej narracji pokazał kryzys konstytucyjny, a potem ekonomiczny 2008 r. z jego następnymi skutkami oraz kryzys ukraiński 2014 z jego nieznanymi jeszcze konsekwencjami. Wiem, że jest Pan pragmatykiem i nie lubi Pan ani dużych słów, ani w ogóle mówienia o wartościach. To jest zrozumiałe w kraju, gdzie tak wiele osób ma gęby pełne wartości bez pokrycia w czynach. Ale Europa – zwłaszcza po rozszerzeniu – cierpi dziś na nadmiar biurokratycznego pragmatyzmu i deficyt sensu. Wywołaną przez ten deficyt próżnię wypełniają eurosceptyczni prorocy i oportuniści widzący tylko małe interesiki. Ten paradoksalny sojusz podważa społeczne, demokratyczne korzenie europejskiego projektu i jest dla Unii groźniejszy niż Putin. Putin byłby wobec Unii bezsilny, gdyby nie wsparcie tego destrukcyjnego sojuszu.

Może nie jest uprzejmie już w dniu formalnego wyboru zrzucać na Pana tak ogromny ciężar, ale w dzisiejszej strukturze UE tylko jej Prezydent może zaproponować taką zbawienną narrację. Nie może tego zrobić żaden z przywódców państwowych, bo każdy będzie podejrzany, że chce upiec swoją narodową pieczeń. Zwłaszcza nie mogą tego zrobić Niemcy, powszechnie podejrzewane, że chcą „niemieckiej Europy”. Nie może też tego zrobić szef Komisji Europejskiej, bo komisja musi być organem biurokratycznym, ani szef Parlamentu Europejskiego, bo jego zadaniem jest bezstronne budowanie szerokiego konsensu. Może tego dokonać tylko Prezydent Rady Europejskiej, jeśli chce być kimś więcej niż sekretarzem międzyrządowych spotkań.

Wiem, że to się nie może stać z dnia na dzień. Pewnie potrzeba Panu roku, by się w nowej roli umościć. Ale potem będzie Pan miał jeszcze cztery lata (zakładam, że druga kadencja jest w zasadzie pewna), by wypełnić swoją faktyczną misję i opowiedzieć Europejczykom swoje lub – jak Pan mówi – „polskie europejskie marzenie”. I by większość z nas, od Portugalii po Cypr, do tego marzenia przekonać. Trzymam za to kciuki. Niestety, znów Pan musi.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj