Władywostok
Spuszczam się żółtym człowieczkiem na obwodnicę prosto pod koła nie wiem ilu samochodów. Wygląda mi to na dziesięciopasmówkę, ale mogę się mylić, bo nie ma pasów. Coś mi mówi, że nie zwiedzę miasta w trzy godziny. Jest wielopoziomowe jak parking podziemny albo gra logiczna. Jakaś laska idzie na bosaka. Nie pytam jej o drogę do centrum. Wcale nie dlatego, że nie ma aparatu mowy i jest zbiorem pikseli. Gdzie jest osiedle ludzkich spraw? Przenoszę żółtego człowieczka 500 metrów dalej.
Osiedla we Władywostoku nie różnią się od tych z sąsiednich miast. To bezpieczeństwo i komfort, którego potrzebujesz. Doskonała lokalizacja oraz wygodne rozwiązania komunikacyjne dla Ciebie i Twojej rodziny. Jestem na rewirze. Przez chwilę jest ze mną też grupa wulkanizatorów, z czego jeden na fotelu na kółkach. Zakład jest spory. To popularny w Rosji pomysł na biznes. Każde blokowisko ma tu swojego osiedlowego wulkanizatora. Idę na szlifa po zespole budynków z wielkiej szarej płyty zdobionej meandrem i dowiaduję się, że spółdzielnia mieszkaniowa nie próżnuje. Kwietniki kaskadowe, klomby z recyklingu, 100% handmade, DIY, fair trade, moda zrównoważona. Zużyte ogumienie wytoczono z zakładu i przemianowano na donice. Opony pomalowano w jednym kolorze albo we wzorki. Wytyczają alejki, odgradzają place. Im wyżej postawione osiedle, tym więcej botoksu dostaje. Na horyzoncie różowe kosze na śmieci i balustrady muśnięte czerwoną, białą i niebieską farbą.
„Ładnie tu” – myślę i oglądam widoczki z jakiegoś wysokiego punktu. Miasto przypomina Los Santos. Na głównej skręcam w lewo, policejski zatrzymuje jakiś dziwny samochód z grzybem na dachu, klikam, klikam.