Upadku gospodarczego Grecji spodziewano się od co najmniej pięciu lat. Fatalne skutki tego upadku dla Europy – też przewidywano. Jednak dzisiaj wszyscy wydają się zaskoczeni, że rynki finansowe zatrzęsły się po tym, jak rząd Grecji odszedł od stołu negocjacji i ogłosił referendum w sprawie euro.
Najbardziej zaskoczony wydaje się Prezydent Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. W swoim długim i emocjonalnym wystąpieniu zwalił całą winę na obecny rząd Grecji, który – jego zdaniem – bezpodstawnie odrzucił „sprawiedliwą” ofertę Eurogrupy, dającą Grecji szansę na modernizację, spłatę długu i rozwój.
Juncker czuje się „zdradzony”, bo przecież „robił wszystko”, żeby Grecja dostała dobre warunki spłaty długu. Podkreślił, że jest wielkim przyjacielem Greków i namawia ich, żeby nie popełniali „samobójstwa z lęku przed śmiercią” i głosowali w referendum za euro, a nie za drachmą.
Zaskoczenie Junckera jest samo w sobie ogromnym zaskoczeniem. Jeśli ktoś zostawił odciski na całej sadze euro i Grecji, to jest nim właśnie obecny przewodniczący Komisji Europejskiej. Angela Merkel żyła jeszcze w DDR, gdy Juncker pracował nad stworzeniem systemu wspólnej waluty. Później, jako szef Eurogrupy, Juncker dbał o realizację Paktu Fiskalnego, który dziś leży w gruzach.
W ostatnich miesiącach Juncker nadzorował wszystkie szczegóły negocjacji z Grecją, nawet oferował Ciprasowi swój krawat – na oczach kamer. Czy rzeczywiście cała wina leży po stronie premiera Grecji bez krawata? Czy nie znalazłby się powód, żeby pan Juncker musiał przeprosić? Zapytany przez włoską dziennikarkę o polityczną odpowiedzialność za stworzony bałagan i jego historyczne znaczenie, Juncker bąknął, że nie jest technokratą.