Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Co zwojuje prezydent?

Andrzej Duda jedzie na Ukrainę. Ale może się okazać, że ta wizyta to wyłącznie kurtuazja

Facebook
Oficjalna wizyta prezydenta w Kijowie odbędzie się w dość nerwowym momencie. Jeszcze w tym tygodniu może dojść do zmiany rządu, który świętuje właśnie pierwszą rocznicę zaprzysiężenia.

Kończy się immunitet ochronny ukraińskiego premiera, który przez rok od objęcia funkcji był nietykalny. Odejście Arsenija Jaceniuka, którego notowania są dziś jednocyfrowe – a premier traci gwałtownie poparcie nie tylko ze względu na zbyt wolno postępujące reformy i wielkie oczekiwania Ukraińców, ale także z powodu stylu uprawiania polityki i maniery pouczania wszystkich wokół tonem nieuznającym sprzeciwu – może wywołać spory zamęt na scenie politycznej.

Bo partia Jaceniuka – Ludowy Front – opuści zapewne koalicję, a to oznacza osłabienie pozycji Bloku Petra Poroszenki, utratę większości w parlamencie, co grozi z kolei rozwiązaniem Rady Najwyższej i rozpisaniem nowych wyborów.

Nerwowość na politycznej scenie związana jest także z dyskusją o ustawie budżetowej na 2016 r., mocno uzależnionej od nowej ustawy podatkowej, wywołującej spory i wciąż nieprzyjętej przez parlament. W tle jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy, uzależniający wypłatę kolejnej transzy pomocowej od wdrażania reform i uzdrowienia budżetu.

Po drugie – Bruksela właśnie odłożyła decyzję o przedłużeniu sankcji wobec Rosji, wprowadzonych po aneksji Krymu i wybuchu konfliktu na wschodzie Ukrainy. Decyzję o przedłużeniu sankcji zamierzano podjąć bez dyskusji, formalnie mogliby ją zatwierdzić ministrowie spraw zagranicznych UE na poniedziałkowym spotkaniu w Brukseli (prezydent rozpoczyna wizytę właśnie w poniedziałek). Tak się jednak nie stanie, a dyskusja, do jakiej zapewne dojdzie, może zakończyć się pomyślnie dla Moskwy.

Głosy o wzmocnieniu współpracy z Moskwą są w Unii coraz donioślejsze – ze względu na walkę z tzw. Państwem Islamskim i wolę rozwiązania konfliktu w Syrii.

Reklama