Salah Ezzedine - "libański Madoff"
O człowieku, który oszukał Hezbollah
Co najmniej siedemset milionów dolarów wyparowało na skutek działań libańskiego biznesmena, nazwanego przez media 'libańskim Madoffem', którego ofiarami stali się przede wszystkim szyiccy mieszkańcy południa kraju z kręgu Hezbollahu.
'Libański Madoff' na łamach The Independent
Polityka.pl

"Libański Madoff" na łamach The Independent

'Libański Mafoff' szarga reputację Hezbollahu na łamach Daily News&Economic Review
Polityka.pl

"Libański Mafoff" szarga reputację Hezbollahu na łamach Daily News&Economic Review

- To był pobożny i hojny człowiek, wiele osób powierzyło mu swoje oszczędności, bo był związany z Hezbollahem - mówi Mona mieszkanka jednej z miejscowości w okolicach Tyru, skąd pochodził Salah Ezzedine. Tą aferą żyje cały Liban i kilka krajów ościennych.

Historia sukcesu

Zaczynał skromnie od organizowania pielgrzymek do Mekki, potem zgromadził znaczną fortunę pracując w Iranie, Algierii i Chinach. W końcu stworzył wydawnictwo i telewizję dla dzieci Dar al - Hadi, podobno od imienia syna przywódcy Hezbollahu - Hasana Nasrallaha, który zginął podczas walki. W rodzinnej miejscowości znany był jako filantrop, który zbudował meczet i boisko. Jednak jego najbardziej dochodowym przedsięwzięciem były inwestycje na giełdach towarowych i w kontrakty futures na metale podstawowe i szlachetne oraz diamenty i ropę. W celu zdobycia funduszy obiecywał nawet 40 proc. zwrot. System prawdopodobnie działał tak, jak w przypadku prawdziwego Madoffa - odsetki pochodziły ze środków wpłacanych przez nowych inwestorów. Kiedy rozpoczął się kryzys finansowy piramida rozpadła się jak domek z kart.

Można się dziwić, że tyle osób było gotowych przekazywać swoje oszczędności osobie, która w finansach była jednak amatorem. Szczególnie, że Liban dysponuje silnym sektorem bankowym, który skutecznie oparł się kryzysowi, przede wszystkim dzięki surowym regulacjom banku centralnego. Tyle tylko, że działalność Ezzedina prowadzona była poza oficjalnym sytemem, chociaż jest on także akcjonariuszem i jednym z zarządzających funduszy Al-Mustathmer, instytucji finansowej działającej na podstawie licencji Banku Centralnego od 2007 r. i oferującej inwestycje w metale i ropę. Jednocześnie wiele osób było przekonanych, że oferowane usługi są halal, czyli są dozwolone przez prawo muzułmańskie, o czym podobno zapewniali niektórzy szyiccy duchowni. Trzeba wyjaśnić, że muzułmanie nie mogą pobierać odsetek, gdyż jest to uważane za lichwę, podobnie jak zabronione są transakcje, które nie mają jasnych i pewnych reguł dotyczących ponoszonego ryzyka lub związane są ze spekulacjami na rynkach finansowych. Stąd istotny rozwój bankowości islamskiej w ostatnich latach, oferującej produkty dozwolone przez szariat.

Hezbollah a działalność Ezzedina

Jednak najlepszą gwarancją dla potencjalanych inwestorów były rzeczywiste, czy prawdopodobne związki Ezzedina z Hezbollahem. W każdym razie większość poszkodowanych twierdzi, że tylko z tego powodu zainwestowało w piramidę. Osoby, które nie należały do partii, ani nie korzystały z jej pomocy najczęściej nawet nie wiedziały o istnieniu biznesmena. Poza tym, jak podają libańskie media wsród klientów znajdowali się także przedstawiciele władz Partii Boga, w tym nawet posłowie z jej ramienia. Zresztą to podobno ich podejrzenia doprowadziły najpierw do przesłuchania Ezzedina przez służby bezpieczeństwa Hezbollahu, a następnie przekazania go libańskiemu wymiarowi sprawiedliwości z podejrzeniem o oszustwa, malwersacje, wystawianie czeków bez pokrycia i fałszowanie dokumentów. Oficjalnie biznesmen sam oddał się w ręce sprawiedliwości. Oprócz Ezzedina w stan oskarżenia zostaną postawieni jego wspólnicy, poszukiwani obecnie przez policję. Niektórzy poszkodowani wolą nie ujawniać swoich start, żeby nie na narażać się na pytania o pochodzenie majątku.

Niemniej jednak szyicka organizacja zaprzeczyła jakimkolwiek związkom z Ezzedinem, ale już kilka dni poźniej przywódca partii Hassan Nassrallah zapowiedział rekompensatę poniesionych strat. Warto przypomnieć, że podobnie zareagował po wojnie z Izraelem w 2006 r., kiedy rzeczywiście mieszkańcy południa oraz zniszczonych przedmieść Bejrutu uzyskali całkiem przyzwoite odszkodowania. Tyle tylko, że straty nie zostały jeszcze oszacowane. Mówi się o 11 tysiącach poszkodowanych, zarówno osób, którzy zainwestowały oszczędności całych rodzin, jak i przedstawicieli bogatej diaspory z Afryki i Ameryki Południowej. Warto podkreślić, że oprócz 4 milionów mieszkańców kraju cedrów, co najmniej 7 milionów mieszka i pracuje za granicą. Analitycy zwracają uwagę na fakt, że ofiarami systemu są także deweloperzy i kupcy, którzy nie będą w stanie spłacić własnych zobowiązań, a to może pociągnąć za sobą poważne konsekwencje społeczne. Z kolei syryjskie źródła podają, że wśrod ofiar systemu znajdują się także osoby z kręgów bliskich prezydentowi Syrii. Mówi się także o przedsiębiorcach z Kataru i Kuwejtu, którzy zainwestowali niemal 200 milionów dolarów w system Ezzedina. Afera stała się więc międzynarodowa.

Nawet jeśli organizacja, uznawana do tej pory za jedną z najbardziej wypłacalnych na świecie, zdoła przeznaczyć niemal miliard dolarów na rekompensaty (skąd?), to i tak trudno jej będzie odzyskać wiarygodność. W końcu Hezbollah swoją siłę zbudował przede wszystkim na hasłach o jedności, przejrzystości i walce ze skorumpowanymi elitami. Niektóre media mówią zresztą wprost o moralnym bankructwie partii.

Hezbollah to bardzo rozbudowana struktura licznych instytucji, stowarzyszeń i fundacji charytatywnych, nie wspominając o zbrojnym ramieniu organizacji, która wymaga sporych  środków finansowych. Od czasu swojego powstania istotnej pomocy udzielał Iran, ale jak wiadomo kraj ten boryka się z własnymi problemami i dlatego przywódcy Hezbollahu od dawna starają się uniezależnić finansowo. Władze partii formalnie uznały Alego Chameneiego za najwyższy autorytet religijny, w konsekwencji liderzy Hezbollahu zostali wyznaczeni jako jego reprezentanci w Libanie. Tym samym mają prawo pobierać zakat, rodzaj obowiązkowej daniny, którą każdy pobożny muzułmanin powinien zapłacić w okresie ramadanu w wysokości zależnej od posiadanego majątku, nie wspominając już o dobrowolnych darowiznach. Do zarządzania takimi środkami organizacja potrzebowała zaufanych ludzi, takich jak Salah Ezzedine. Afera może, więc, nie tylko ograniczyć napływ funduszy od szyickiej dispory z Afryki, Ameryki czy Zatoki Perskiej, ale także ograniczyć ich wykorzystywanie. Jednocześnie pojawiają się podejrzenia o malwersacje środków finansowych przekazanych przez Iran po zakończeniu wojny w 2006 r., które były wykorzystywane do wątpliwych operacji finansowych (między innymi, wykupywania ziemi od właścieli nie należących do wspólnoty szyickiej, żeby połączyć tereny zamieszkane przez szyitów na południu z tymi z dolin Bekaa i przedmieść Bejrutu). Jeden z kandydatów na fotel prezydenta w Iranie, Mohasen Rezai, zresztą dawny komendat Starażników Rewolucji, tuż przed wyborami dopytywał się o miliard dolarów, pochodzących ze sprzedaży ropy, które zniknęły z kasy republiki islamskiej i podobno zostały przeznaczone na działalność Hezbollahu.

Teoria spisku

Jak to w Libanie bywa, jeżeli Hezbollah ma problemy, to - jak tu się mówi - z „pewnością" z powodu „spisku izraelsko-amerykańskiego", w wyniku którego Ezzedine inwestował w akcje fikcyjnych spółek lub na skraju upadłości, co doprowadziło do bankructwa. Warto jednak przypomnieć, że po zamachach z 11 września, Rada bezpieczeństwa Narodowego USA określiła swój plan walki z organizacjami terrorystycznymi (za taką jest uważany libański Hezbollah), między innymi, poprzez niszczenie kanałów wspierających je finansowo i logistycznie. Jak podaje libańska prasa, Stany Zjednoczone od kilku miesięcy naciskają na szefów rządów, szczególnie państw afrykańskich, żeby nadzorowały transfer funduszy do Libanu oraz organizacje podejrzane o związki z Hezbollahem. W wyniku tych działań jeden z duchownych szyickich w Sierra Leone już został wydalony, a jego odpowiednik w Nigerii jest pod ścisłą obserwacją. Podobne działania amerykański departament stanu podjął w Senegalu, Republice Demokratycznej Kongo i RPA jak również w Paragwaju, Argentynie i Brazylii.

Afera Ezzeddina zbiegła się w czasie z blokowaniem przez Hezbollah i jego satelity Saada Harirego, który od czerwcowych wyborów próbuje utworzyć rząd.  Dodatkowo partia ma poważne problemy: zabójstwo Imada Moughniye, szefa operacyjnego organizacji i zniszczenie składu broni przy granicy z Izraelem  osłabiło jej możliwości operacyjne. Poza tym istnienie izraelskiej siatki szpiegowskiej, zresztą odkrytej dzięki sprzętówi pierwotnie przeznaczonemu do weryfikacji rozmów telefonicznych w związku z zabójstwem Rafica Harirego  powoduje, że organizacja jest w stałym zagrożeniu.

To wszystko powoduje, że Hezbollah może znowu rozpocząć działania, które mógłby potem przebić na koleje „boskie zwycięstwo” i jednocześnie poprawić swój wizerunek.

 

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj