KOMENTARZ: Dali radę. Dadzą radę?
Z wyraźnego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości wielkiej radości w sztabie wyborczym raczej widać nie było. Dali radę, ale też poczuli, że kampanijne żarty się skończyły, zaczynają się schody.

Trzeba rządzić w kraju nadal podzielonym, jak nigdy po 1989 r. Trzeba wywiązać się z obietnic socjalnych. Trzeba przemyśleć całkiem nową sytuację. Nowością i zaskoczeniem nie jest zwycięstwo PiS, choć oczywiście pociągnie ono za sobą poważne konsekwencje.

Nowością jest wejście do parlamentu antysystemowych kukistów z jednej strony, a z drugiej – proeuropejskiego liberalnego centrum Ryszarda Petru. Zaskoczeniem nie jest poważna porażka Platformy, lecz klęska Zjednoczonej Lewicy Barbary Nowackiej. No i naturalnie relatywny sukces nowego Palikota polskiej polityki – Adriana Zandberga z partii Razem. Jego ugrupowanie zdobyło dostateczne poparcie, by otrzymać dofinansowanie z budżetu państwa. Ciekawe, czy je przyjmie, bo ma silne ciągoty antysystemowe, jak Kukiz, tyle że z flanki radykalnie lewicowej.

Kukiz, Petru i Zandberg to w pewnym sensie nowości wyborcze wydarzenia. Ci trzej liderzy mają powód do radości. Wprost przeciwnie niż liderka Zjednoczonej Lewicy i prezes ludowców. Korwiniści też raczej nie odegrają roli na miarę swych ambicji.

Symulacje wyników to jednak symulacje. Wyniki mogą ostatecznie być nieco inne. Politycznie najważniejsze w niedzielę wieczorem jest zdobycie przez prawicę Kaczyńskiego, Gowina i Ziobry większości. Jeśli dojdzie do przymierza parlamentarnego prawicy z kukistami, trzeba się liczyć z próbą zmiany konstytucji, czyli zmianą ustroju w kierunku autorytaryzmu à la Węgry Orbána.

Czy ewolucję w tym kierunku zdoła opóźnić lub powstrzymać opozycja na czele z PO? Platforma jest dziś zagrożona podwójnie. Grozi jej rozłam, na który gra Kaczyński. W przemówieniu po ogłoszeniu wstępnych wyników otwartym tekstem zachęcał do „rozszerzenia obozu prawicy”. Po drugie, trauma przegranej sparaliżuje na długo Platformę, dodatkowo ją osłabiając. To z kolei nie zachęci petrystów do wchodzenia w ściślejszą współpracę z PO. A bez tej współpracy hamowanie orbanistycznych zapędów Kaczyńskiego będzie jeszcze trudniejsze.

Tych wyborów nie wygrały argumenty ekonomiczne, nie wygrała ich „silna gospodarka, wyższe pensje”. Wygrały je silne emocje. Tak mamy. Przynajmniej tym razem.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj