KOMENTARZ: PiS pręży muskuły, czyli jak Zachód patrzy na Polskę po wyborach
Zupa zawsze trochę wystygnie
Nowy polski rząd jeszcze nie powstał, a już budzi żywe reakcje zagranicznych mediów i – co tu mówić – są to bez wyjątku oceny negatywne.

Ludzi, którzy przyjdą do władzy, określa się w najlepszym wypadku jako „eurosceptycznych konserwatystów”, a w najgorszym bierze za „obiektywnych sojuszników Putina”. To drugie określenie wynika z tego, że PiS, zdaniem komentatorów, dąży do osłabienia Unii, a jego polityka przyczynia się do podziałów wśród sojuszników, co jest oczywiście Putinowi na rękę.

Partia rzeczywiście nie płynie w głównym europejskim nurcie, czego symbolicznym dowodem jest to, że nie należy do żadnej z dwóch największych politycznych rodzin – ani do chrześcijańskiej demokracji, ani do socjalistów. Poczuwa się natomiast do powinowactwa z konserwatystami brytyjskimi, ci jednak akurat dążą do renegocjacji traktatów europejskich, w tym do rewizji swobodnego przepływu pracowników na unijnym rynku pracy. To z kolei może uderzyć w ogromną rzeszę 800 tys. Polaków pracujących na wyspach. Słowem, na dzień dobry przyjęcie nowej polskiej ekipy jest marne.

Do pisowskiej żelaznej retoryki w sprawach zagranicznych należy zapowiedź obrony polskich interesów, i to w takim tonie, jakby dotychczas takiej obrony nie prowadzono. Można to łatwo zrzucić na okres kampanii wyborczej, w końcu każdy lubi zachwalać się w wyborach. Jednak można też podejrzewać, iż w partii uważają, że w Unii trzeba się stawiać sztorcem, bo tylko wtedy zostaniemy zauważeni i docenieni.

Nie ma żadnych dowodów, że takie stawianie się sztorcem przynosi długofalowe korzyści. Oczywiście bardzo wiele będzie zależeć od nowego ministra spraw zagranicznych, jego pozycji, autorytetu, podejścia do partnerów. Tym bardziej że widać, że sprawy zagraniczne nie są dla samego przywódcy, Jarosława Kaczyńskiego, najważniejsze. Źle więc, że tak się składa kalendarz, że jeszcze nie ma ministra spraw zagranicznych, a już zbliża się trudny dla Polski „szczyt klimatyczny”, związany tak bardzo z zawaloną i tak polską polityką wobec górników i już złożonymi im przez PiS nieodpowiedzialnymi obietnicami. Na rozwikłanie przynajmniej doraźne czeka też stanowisko wobec uchodźców po – co najmniej niefortunnych – wypowiedziach prezesa Kaczyńskiego o roznoszonych przez nich chorobach.

Ale to tylko reakcje medialne i oczywiście rządy naszych partnerów nie tylko nie muszą, lecz i nie powinny kierować się opiniami dziennikarzy. Zwłaszcza nie pani Angela Merkel, kanclerz największego i najsilniejszego państwa w Unii. Chociaż stacja publicznej telewizji ARD wysyła sygnał alarmowy i przypomina, że za poprzednich rządów PiS wywoływał polityczne awantury, Merkel na pewno nie będzie tych czasów wypominać – gdyż wiadomo, że jest pragmatyczna, będzie chciała sobie ułożyć stosunki, a sama Polska jest dla Niemiec ważnym partnerem.

Ponadto nawet jeśli w warstwie retorycznej PiS prężyło muskuły, to – parafrazując niemieckie powiedzenie – zupa jest najgorętsza na ogniu, a już podawana na stół, a tym bardziej w trakcie jedzenia – staje się chłodniejsza. A więc – konsumpcja wykaże.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj