Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleca powstrzymanie się od wyjazdów turystycznych do dużych ośrodków miejskich (Kair, Aleksandria, Suez czy Port Said) i w rejon środkowego Egiptu. Odradza się również opuszczanie ośrodków turystycznych na Synaju i udział we wszelkich wyjazdach indywidualnych i grupowych poza miejscowości turystyczne nad Morzem Czerwonym” – poucza osoby wybierające się do Egiptu nasze MSZ. Komunikat kończy się jednak konkluzją, że „wyjazdy zorganizowane z Polski do egipskich ośrodków turystycznych nad Morzem Czerwonym są nadal uznawane za dopuszczalne z punktu widzenia bezpieczeństwa obywateli”.
W polskich biurach turystycznych klienci mniej martwią się niepokojami w Egipcie, a bardziej pokojami. Żeby były ładne jak w katalogu, z widokiem na morze. Także perspektywa odizolowania w turystycznym getcie nie przeraża. Kto strachliwy, może sobie darować fakultatywne wycieczki do Luksoru i Doliny Królów albo Kairu i piramid w Gizie. Ale nas trudno przestraszyć. – Polacy należą do najbardziej aktywnych i wyjątkowo chętnie korzystają z wycieczek fakultatywnych. Także w Egipcie – mówi Marek Węgierek, prezes Neckermann Polska. „Jem dobre żarcie i przy stuprocentowo gwarantowanej pogodzie leżę nad basenem albo nurkuję, mając w głębokim poważaniu, co się dzieje w odległej ojczyźnie, a szczególnie w pracy. Mam gdzieś piramidy czy inne Karnaki” – komentuje w Internecie jeden z wielbicieli wypoczynku w egipskich kurortach. Dodaje, że w ubiegłym roku wybrał się nad polskie morze i tego błędu drugi raz nie popełni.