Archiwum Polityki

Zamach w Sztokholmie

Samobójcze zamachy terrorystyczne nawiedziły spokojną z reguły Szwecję. Wychowany w tym kraju 28-letni Irakijczyk (jego domniemane zdjęcie pokazała islamska strona internetowa) chciał uświadomić ogarniętym gorączką przedświątecznych zakupów mieszkańcom Sztokholmu, że w Iraku i w Afganistanie codziennie giną ludzie. Zabił jednak tylko siebie, eksplodując dwie bomby. Niemniej Szwedzi zaczęli się obawiać powtórki zamachów. Boją się też, żeby nie doszło do wybuchu wojny szwedzko-szwedzkiej, między rodzimą ludnością i coraz liczniejszą (ok. 400 tys.) muzułmańską mniejszością, też obywatelami szwedzkimi, którzy przybyli, sami lub ich przodkowie, z ogarniętych konfliktami krajów Bliskiego Wschodu i Azji.

Z uznaniem mediów i lewicowej opozycji spotkało się nawołujące do spokoju wystąpienie konserwatywnego premiera Fredrika Reinfeldta. „Jesteśmy otwartym społeczeństwem, powiedział, w którym mogą żyć obok siebie ludzie o różnym pochodzeniu i religii. Każdy, kto czuje frustrację lub złość, może to wyrazić nie uciekając się do czynów, które prowadzą do gwałtu”. W podobnym duchu wypowiadają się religijni przywódcy muzułmańskiej ludności, „niesłychanie poruszeni i zawiedzeni” tym, co się stało w centrum Sztokholmu.

Polityka 51.2010 (2787) z dnia 18.12.2010; Flesz. Świat; s. 11
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną