Archiwum Polityki

Heros dnia codziennego

Gwiazdą był od zawsze, czyli od debiutu w 1972 r., ale jego gwiazdorstwo było takie jak on: eleganckie, lekko wycofane i pełne ciepła. Charyzma, czarujący głos, chłopięca sylwetka i niezwykłe wyczucie wiersza, zwłaszcza romantycznego, spowodowały, że choć występował w różnorodnym repertuarze, w pamięci widzów zapisał się jako współczesne wcielenie bohatera romantycznego. Do dziś wspominane są jego kreacje z lat 70. w inscenizacjach Adama Hanuszkiewicza: Wacław w „Wacława dziejach”, Sawa w „Śnie srebrnym Salomei” i Konrad w „Dziadach”. Później był Zbigniewem w „Mazepie” i Janem w „Fantazym” w inscenizacjach Gustawa Holoubka, Don Carlosem w telewizyjnej inscenizacji sztuki Fryderyka Schillera, Romeem w „Romeo i Julii” – legendarnym spektaklu Teatru Telewizji w reż. Jerzego Gruzy. Z inscenizacją „Pana Tadeusza” objechał cały świat. Kiedy Andrzej Wajda realizował filmową wersję epopei, nie wyobrażał sobie nikogo innego w roli narratora filmu – Adama Mickiewicza.

Porywał słuchaczy jako interpretator poezji, głównie romantycznej, ale z powodzeniem recytował także wiersze Karola Wojtyły. W czasie żałoby po śmierci Jana Pawła II to on odczytał Polakom jego testament.

Wiadomości o śmierci Krzysztofa Kolbergera – zmarł w wieku 61 lat w piątek 7 stycznia – często towarzyszyła w mediach fraza „przegrał walkę z nowotworem”. Nic bardziej błędnego i krzywdzącego dla tego znakomitego aktora. Raka, początkowo nerki, później wątroby, zdiagnozowano u niego na początku lat 90. Po każdej kuracji wracał do pracy. Uczył cichego, codziennego heroizmu innych zmagających się z chorobą nowotworową. Walczył do końca i wygrał 20 lat pięknego i pożytecznego życia. Wyznawał teorię wzajemności: jeśli daję innym ciepło i dobro, oni odpłacą mi tym samym. Warto spróbować.

Polityka 03.2011 (2790) z dnia 14.01.2011; Flesz. Kraj; s. 7
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną