Archiwum Polityki

VI. Żyj na jawie

Tabletki, prochy eliminują przykrą rzeczywistość, znoszą dotkliwość życia. Ale wirtualną rzeczywistość też można przedawkować.

Zamiast starać się o uznanie poprzez mozolne tworzenie sprawiedliwego porządku społecznego, zamiast próbować przezwyciężać jaźń ze wszystkimi jej niepokojami i ograniczeniami, jak czyniły to wszystkie poprzednie pokolenia, możemy teraz po prostu połknąć tabletkę! W pewnym sensie stajemy w obliczu nietzscheańskiego Ostatniego Człowieka z fiolki!” – ten cytat z eseju Francisa Fukuyamy nie jest recenzją „Nowego Wspaniałego Świata”; nie dotyczy somy – narkotyku, który mieszkańców tego świata przenosi w stan euforycznej i bezrefleksyjnej wegetacji. Fukuyama pisze o Ritalinie (podawanym na uspokojenie głównie nadaktywnym chłopcom, by łatwiej dostosowali się do wymagań szkoły) i Prozaku (branym jak się okazuje głównie przez kobiety, który nie tylko likwiduje depresję, ale pomaga podnieść samoocenę).

Mamy tabletki na ból, na stres, na tremę, smutek, otyłość, zmęczenie, na niepokoje, tęsknoty i natrętne myśli. Problem w tym, że aby uzyskać pożądany efekt, z czasem trzeba ich brać więcej i więcej. Leki przeciwbólowe, nasenne i uspokajające niemal w 100 proc. powodują uzależnienie. Lekomania, obok alkoholizmu i narkomanii, to najpoważniejsze dziś uzależnienie.

Ucieczka od tożsamości

Ale uzależniać mogą nie tylko substancje chemiczne i zdarza się, że przedawkować można także wirtualną przestrzeń. Kilka tygodni temu dwudziestoczteroletni Koreańczyk Kim po 86 godzinach nieustannej gry na komputerze (bez picia, jedzenia, bez zaspokajania podstawowych potrzeb fizjologicznych) oderwał się od klawiatury, a chwilę potem runął martwy na ziemię. To nie pierwsza i zapewne nie ostatnia ofiara nałogu epoki cyfrowej. A przecież w istocie komputer to urządzenie całkowicie bezmyślne.

Polityka 1.2003 (2382) z dnia 04.01.2003; s. 38
Reklama