Archiwum Polityki

Stukot trąconych kamyków

Biblia jest nie tylko przedmiotem wiary. Jest także – kto wie: może przede wszystkim zadaniem i wyzwaniem wychowawczym. Taki sens niesie lektura „Książki nad książkami” Anny Kamieńskiej.

Pomysł na napisanie tej książki był tyleż prosty, ile karkołomny. Chodziło o to, by Biblię (ściślej mówiąc: Stary Testament) przystosować do potrzeb współczesnego czytelnika, nie trywializować zawartych w Księdze sensów i wskazać te konteksty, które, zdaniem autorki, są szczególnie godne uwagi.

„Książka nad książkami” zaczyna się więc od wstępu wyjaśniającego, czym była Biblia dla ludu Izraela, a następnie opowiada historię od momentu stworzenia świata po losy Jonasza uwięzionego we wnętrzu wielkiej ryby. Na czym polega specyficzny styl opowiadania przyjęty przez pisarkę? Otóż Biblia jest tu potraktowana – by ująć rzecz krótko, ale zarazem nieco obrazoburczo – jako konspekt fabularny dla czytelniczej wyobraźni, pozwalający na odstępstwa od tekstu oryginalnego i uzupełnienia.

Jak owo uzupełnianie Biblii wygląda u Kamieńskiej? Przyjrzyjmy się słynnemu fragmentowi z Księgi Rodzaju, gdy Bóg wystawia Abrahama na próbę i każe mu złożyć w ofierze Izaaka. W pewnym momencie – cytujemy Księgę Rodzaju za Biblią Tysiąclecia – pyta: „Gdzież jest jagnię na całopalenie? Abraham odpowiedział: »Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie«. I szli obydwaj dalej”. A jak ten sam fragment przedstawia się u poetki? „– Mamy tu ogień i drewno, a gdzie ofiara na całopalenie? Zachmurzyło się jeszcze bardziej czoło ojca. Brwi zetknęły się nad nosem. – Nie martw się, synu. Bóg upatrzy sobie ofiarę. Szli więc dalej w milczeniu. Izaak nie miał odwagi odezwać się więcej. W górze była cisza, nawet ptak nie zakwilił w powietrzu. Tylko stukot spadających czasem potrąconych nogami kamyków. Izaak umyślnie je strącał, żeby nie było tej strasznej wokoło ciszy”.

Polityka 15.2008 (2649) z dnia 12.04.2008; Kultura; s. 69
Reklama