Archiwum Polityki

Chorobliwa ciekawość

Rozmowa z Ewą Ewart, dziennikarką BBC, autorką wstrząsającego filmu „Dzieci Biesłanu” oraz innych dokumentów, które zdobyły światową sławę

Krystyna Lubelska: – Jak psychicznie znosi pani ciemne strony rzeczywistości, którą przedstawia w swoich filmach?

Ewa Ewart: – Przyznam, że właśnie teraz, przy okazji przeglądu moich filmów dokumentalnych w TVN 24, zaczęłam – być może po raz pierwszy od 16 lat – zastanawiać się nad osobistymi kosztami, jakie ponoszę przy ich tworzeniu. Zdałam sobie sprawę z tego, że stwardniałam. Z pewnością nigdy nie byłam zbyt łagodna, ale teraz moja osobowość nabrała kantów, jestem bardziej niecierpliwa. Często się zdarza, że niecierpliwi mnie i drażni świat, jego przeładowanie przemocą, brakiem porozumienia między ludźmi, konfliktami niemożliwymi do rozwiązania. Bywa, że odczuwam z tego powodu gorycz i rozczarowanie.

Stała się pani pesymistką?

Trzeba się pogodzić z faktem, choć czasem niełatwo to znieść, że zazwyczaj media nie są posłańcami dobrych wieści. Mówi się, że ludzie nie mają czasu na zgłębianie problemów tego świata, a ja czasem myślę: może po prostu mają ich dość, czują się bezradni wobec ogromu negatywnych obrazów i doświadczeń, więc odpychają je od siebie. Ratują się przed zmiażdżeniem psychiki nawałem złych wiadomości, szukając ucieczki, robiąc uniki.

Pani jako dokumentalistce takie ucieczki też się czasem przydarzają?

Nie uciekam od faktów, bo uważam, że moim zadaniem jest jak najwierniejsza relacja z miejsca, gdzie robię film, ale przestawiam się emocjonalnie. Zamykam się w skorupie. Siedzi przede mną morderca, terrorysta, jak choćby ten z filmu o ETA, a ja – mimo że wewnątrz jestem pełna obrzydzenia dla tego człowieka, chce mi się wymiotować na myśl o tym, co zrobił – grzecznie go słucham, zadaję pytania, nie wypowiadam żadnego ze słów potępienia, które przychodzą mi do głowy.

Polityka 38.2008 (2672) z dnia 20.09.2008; Ludzie; s. 122
Reklama