Archiwum Polityki

Tak czy owak Europa

Dyskusja na temat wstąpienia lub nie Rzeczypospolitej do Unii Europejskiej trwa już bardzo długo. Z ubolewaniem stwierdzić trzeba, że oficjalna propaganda proeuropejska prowadzona jest u nas wyjątkowo nieudolnie, a często też, w tej mierze Jacek Podsiadło z „Tygodnika Powszechnego” ma po stokroć rację, denerwująco prymitywnie. Wydawać by się wszakże mogło, że przynajmniej wszystko zostało już powiedziane. Niestety, nic i z tych rzeczy. Pierwszy przykład z brzegu. Nikt nie zwrócił dotąd uwagi na zasadnicze przekłamanie, którym posiłkują się przeciwnicy integracji. Przedstawiają oni otóż okoliczności w sposób następujący: mamy do czynienia z pewnym obiektywnym punktem wyjścia – polskim, realnym status quo i prostą alternatywą – albo ów status quo będziemy zmieniać własnymi rękami, albo podporządkujemy się zewnętrznemu dyktatowi. Już założenie wyjściowe jest tutaj fałszem. Rezygnując z wejścia do wspólnoty nie zachowamy bowiem aktualnego status quo, a wręcz przeciwnie – drastycznie pogorszymy sytuację kraju. Rzeczpospolita korzysta bowiem w tej chwili z pozycji państwa, które za chwilę będzie w Unii, ze swoistego statusu przejściowego, w którym przedsiębiorcy zachodnioeuropejscy, a także instytucje unijne, inwestują antycypując jako oczywistość fakt naszego, już za chwilę, wejścia do Wspólnoty. Gdyby owo przeświadczenie miało się nie sprawdzić, cały szereg zaangażowań kapitałowych, dla podejmujących je, traci po prostu sens.

Weźmy kwestię namacalną i jasną, nie wymagającą ucieczki w ekonomiczne subtelności. Od paru lat, w znacznej mierze za europejskie pieniądze, Rzeczpospolita „uszczelnia” swoje granice wschodnie, jako że za chwilę mają się one stać granicami zintegrowanej Europy.

Polityka 51.2002 (2381) z dnia 21.12.2002; Stomma; s. 158
Reklama