Archiwum Polityki

Rdzewiejący żelazny elektorat

Po raz pierwszy od kilku miesięcy PiS prowadzi w rankingach preferencji wyborczych – ogłosiła w  ubiegłym tygodniu Sopocka Pracownia Badań Społecznych – i o jeden punkt wyprzedza PO. Notowania Platformy wzrosły o trzy punkty, PiS straciło aż sześć – ogłosił w trzy dni później OBOP. Jak to jest naprawdę z tym poparciem dla partii?
JR/Polityka

Największą sensacją stał się wynik PBS (badanie dla „Gazety Wyborczej”), gdyż do prowadzenia PO wszyscy się już przyzwyczaili, przynajmniej od jesieni ubiegłego roku i wygranych przez tę partię wyborów samorządowych. Co więc się stało? Przecież w czasie kiedy prowadzono badania – jeszcze przed awanturą o ważność mandatu Hanny Gronkiewicz-Waltz – było politycznie dość stabilne i bez większych napięć.

Wbrew pozorom w sondażach też jest stabilnie. I to od dłuższego czasu. Prowadzą dwa ugrupowania z dużą przewagą nad pozostałymi, a różnice między nimi mieszczą się na ogół w granicach błędu statystycznego. Jednopunktowe prowadzenie PiS czy PO nie znaczy nic. Ale wprawia w nerwowość polityków. Sondaże od dawna wyznaczają taktykę postępowania, zaostrzają lub łagodzą ton publicznej debaty. Obecne potwierdzają zaś, że kłopoty mają właśnie „przystawki”, zwłaszcza LPR. Liga w niektórych badaniach ma już 1 proc. poparcia, ale w innych 4, co może oznaczać, że jednak przekroczyłaby próg wyborczy.

Problem jest z PSL – słabym w sondażach, dobrym w wyborach. Specyfiką ludowców są zwłaszcza dobre wyniki w wyborach samorządowych, gdzie mniej liczy się twarz lidera, a bardziej dobry wójt, burmistrz czy starosta.

Socjologowie przyglądający się scenie politycznej od lat komentują, że obecnie jest ona właściwie zamurowana.

Bardziej ostrożni mówią, że stabilizuje się. W 2001 r. do Sejmu weszło sześć partii, w 2005 r. też sześć, choć oczywiście z bardzo różnym poparciem. Ważne, że były to te same ugrupowania, gdyż wcześniej wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. W przyszłych wyborach może ich być pięć, ale może być też sześć, bo nic nie jest przesądzone.

Polityka 5.2007 (2590) z dnia 03.02.2007; Temat tygodnia; s. 24
Reklama