Archiwum Polityki

Jestem pisarzem od czasu do czasu

Rozmowa z Wiesławem Myśliwskim o nowej powieści „Traktat o łuskaniu fasoli”, o pamięci, żywej mowie i szczęściu

Zdzisław Pietrasik: – Ile lat minęło od napisania „Widnokręgu”? Dziesięć?

Wiesław Myśliwski: – Niecałe.

Po „Kamieniu na kamieniu” była podobna przerwa. Czyli to jest pana norma – jedna powieść na dziesięć lat?

Tak się jakoś składa, ja tego nie planuję. Widocznie taki mam rytm psychiczny czy biologiczny. Skończę książkę, to mi się nic nie chce, a tym bardziej pisać.

Jak to się nie chce, przecież pan jest jednym z nielicznych w Polsce pisarzy zawodowych?

Pan mi pochlebia, panie Zdzisławie, nie mam się za zawodowego pisarza, jeśli już, to za takiego od czasu do czasu, od przypadku do przypadku.

Ładne przypadki!

Pisarz, któremu nie chce się pisać, jaki to zawodowiec. Nie mam w sobie tej profesjonalnej namiętności pisania, która w moim przekonaniu decyduje o zawodowstwie. Jestem odporny na wszelkie zewnętrzne presje.

A przymusić się do pisania też nie umiem, zresztą po co? Świat, jak pan widzi, jest zawalony książkami.

To co pana mobilizuje? Czeka pan na natchnienie czy na telefon z wydawnictwa?

Na nic nie czekam. Napisanie książki eksploatuje mnie do ostatniego zdania, jakie jest we mnie, do ostatniej myśli. Czuję się potem pusty, zapadnięty w sobie, nawiedzają mnie różne smutki, chandry. Nie chce mi się myśleć o pisaniu, a nawet wydaje mi się, że już nic więcej nie napiszę.

Co musi się stać, żeby zaczął pan ponownie myśleć o pisaniu?

Musi przede wszystkim minąć jakiś okres, żebym całkiem oderwał się od tego, co napisałem, nawet zaczął nie lubić tego, co napisałem, żebym doszedł do takiego stanu, jakbym miał znów zacząć od początku, od tego pierwszego w życiu zdania.

Polityka 17.2006 (2552) z dnia 29.04.2006; Kultura; s. 72
Reklama