Archiwum Polityki

Ostatni gasi światło

W pracowniach rzemieślniczych warszawskiej Pragi ukrył się dawny świat. Ma zapach starych kamienic, barwę zdartego muru i rdzy balustrad, dźwięk szewskiego młotka przybijającego obcasy. W ludziach, zarabiających tu na życie od dziesiątków lat, zapisała się pamięć miejsca. Stalowej, Inżynierskiej, Wileńskiej, Ząbkowskiej, na które tymczasem przeprowadza się nowoczesne miasto ze swoimi apartamentowcami, galeriami handlowymi i pracowniami artystów.

Buszejka, Antolka, Arletka, Stefanka... Praskie ciasteczka. Koleżanki pyzy ze skwarkami z bazaru Różyckiego. Znikły zmiecione dietami cud, liczeniem kalorii i higienicznym terrorem.

Ludzie nie kupują już tortowych z kremem – tłumaczy Maria Celtkowska, właścicielka najstarszej na Pradze cukierni Puchalskiego, spadkobierczyni tradycji. Ojciec założyciel Aleksander Puchalski to człowiek-instytucja. Za odprawę, jaką dostał w gazowni, założył w 1928 r.

Polityka 17.2006 (2552) z dnia 29.04.2006; Na własne oczy; s. 156