Archiwum Polityki

Gwałt i ratunek

80 lat temu w imię sanacji państwa marszałek Józef Piłsudski przeprowadził zamach stanu nazwany potem przewrotem majowym. Wielekroć opisywany i analizowany, czyn ten wciąż rodzi pytania w nowych kontekstach politycznych.

Ponoć w tych gorących dniach to pozornie drobny epizod najsilniej wstrząsnął zaprawionym przecież w trudnych sytuacjach Józefem Piłsudskim. Oto 12 maja ok. godz. 17, kiedy stojące po stronie Marszałka oddziały bez walki opanowały warszawską Pragę, pojechał na most Poniatowskiego, by spotkać się z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim. Żądał jednego: dymisji gabinetu premiera Wincentego Witosa. Prezydent odpowiedział, że byłoby to sprzeczne z prawem, i zasugerował, by Marszałek podporządkował się legalnemu rządowi. Negocjacje były więc krótkie. Ale to nie zdecydowane stanowisko prezydenta uderzyło Piłsudskiego, lecz podobnie krótka wymiana zdań z młodziutkim porucznikiem Henrykiem Piątkowskim, który dowodził stojącym przy moście plutonem szkoły podchorążych rezerwy. Na wpół żartobliwe pytanie sędziwego Marszałka: „Do mnie, dziecko, będziesz strzelał?”, blady z przejęcia oficer miał odpowiedzieć: „Tak, bo taki mam rozkaz”.

Zamach wcale nie był zaskoczeniem. gdy w maju 1923 r. Józef Piłsudski zrzekał się

urzędów państwowych, mało kto sądził, że rzeczywiście wycofuje się z polityki. Sam zresztą pożegnalne przemówienie do swoich współpracowników ze Sztabu Generalnego zakończył znamiennymi słowami: „Do widzenia, panowie”. Już parę tygodni później jego zwolennicy zaczęli porównywać wyjazd Marszałka do podwarszawskiej posiadłości w Sulejówku z zesłaniem Napoleona na Elbę. Sugerowali, że tak jak cesarz Francuzów musi wrócić on do władzy. Równocześnie było jasne, że nie może to nastąpić drogą parlamentarną. Piłsudski nie miał zorganizowanego zaplecza politycznego, a w alianse z żadną partią wchodzić nie chciał, bo zawsze ma to jakąś cenę, a on nie zamierzał uzależniać się nawet od potencjalnych sojuszników.

Pomocnik Historyczny Nr 1/2006 (90007) z dnia 18.02.2006; Temat z okładki; s. 4
Reklama