Archiwum Polityki

Jak to w rodzinie

Jarek wyszedł z domu na mróz. Wystarczyło pchnąć drzwi i one ustąpiły. Szedł boso po śniegu. Droga od jego domu na końcu wsi do cioci Eweliny, siostry taty, strasznie długa dla dwuipółlatka. I potem cała Polska poznała tę drogę Jarka do cioci Eweliny.

Jakieś krzaki – i zadrapania na ciałku ubranym w kaftanik i pampersy. Jakaś może gruda, pewnie upadł – i siniak. Drogę do cioci znaczą wysokie drzewa. Nie zboczył w bok, w pole. Chodził nią z matką wiele razy do cioci. Droga nagle ostro skręca. Trzeba się obrócić, żeby iść dalej. Znowu upadł i już nie miał siły wstać.

Mieszkaniec sąsiedniej wioski, który wracał z pracy po nocnej zmianie, pomyślał, że na poboczu leży zgubiona przez kogoś lalka. Zatrzymał się, bo lalka poruszyła głową.

Jarek

Było tak: matka Jarka, Beata, i jego dziadek ze strony ojca, Wiktor, poszli odwiedzić ciotkę Ewelinę, która mieszka prawie na końcu wsi. Jarka wzięli ze sobą. Zasiedzieli się do późnego wieczora, może wypili parę piw. Po powrocie do domu Beata rozebrała Jarka, założyła pampersy i położyła go spać. Taty Jarka, Bronisława, nie było, bo on siedzi w więzieniu.

Nie słyszeli, ani Beata, ani dziadek Wiktor, że Jarek się obudził. Pewnie płakał, jak zwykle małe dziecko, które ocknie się w nocy. Może aż tak mocno spali. Albo rozmawiając coś jeszcze wypili, jakieś piwo. Albo o czymś myśleli. Potem się jednak obudzili. Albo przestali rozmawiać. Albo o czymś myśleć. I zobaczyli, że Jarka nie ma. Zaczęli szukać na polu, koło domu. Aż przyjechał do nich policjant i powiedział, że go znaleziono na zakręcie drogi.

Ludzie mówią, że Beaty i dziadka mogło w domu w ogóle nie być. Zostawili małego w domu i poszli do Eweliny, a on się obudził, zobaczył, że jest sam, wyszedł z domu i zaczął biec do cioci Eweliny za mamą. Może było tak, a może tak. W końcu jaka to różnica.

Beata

Beata, szczupła, drobna, mogłaby nawet wyglądać na starszą siostrę Jarka.

Polityka 7.2007 (2592) z dnia 17.02.2007; Kraj; s. 36
Reklama