Archiwum Polityki

Jak to w rodzinie

Jarek wyszedł z domu na mróz. Wystarczyło pchnąć drzwi i one ustąpiły. Szedł boso po śniegu. Droga od jego domu na końcu wsi do cioci Eweliny, siostry taty, strasznie długa dla dwuipółlatka. I potem cała Polska poznała tę drogę Jarka do cioci Eweliny.

Jakieś krzaki – i zadrapania na ciałku ubranym w kaftanik i pampersy. Jakaś może gruda, pewnie upadł – i siniak. Drogę do cioci znaczą wysokie drzewa. Nie zboczył w bok, w pole. Chodził nią z matką wiele razy do cioci. Droga nagle ostro skręca. Trzeba się obrócić, żeby iść dalej. Znowu upadł i już nie miał siły wstać.

Mieszkaniec sąsiedniej wioski, który wracał z pracy po nocnej zmianie, pomyślał, że na poboczu leży zgubiona przez kogoś lalka.

Polityka 7.2007 (2592) z dnia 17.02.2007; Kraj; s. 36