Archiwum Polityki

Jedną nogą w Europie

Malkee przez trzy lata szedł pieszo i jechał autostopem z Indii do Maroka. Ledwie udało mu się przejść Saharę. Nielegalnie przekroczył granicę hiszpańskiej Melilli i teraz czeka na status uchodźcy. Lub deportację, która jest dla niego jak wyrok.
Polityka

Malkee

Pokazuje kilka blizn po nożu i jak napastnicy nabijali go na palik. – Większość z nas przeszła gehennę, by się tu dostać – mówi. Mężczyzna przebywa w Centrum Tymczasowego Pobytu dla Imigrantów (CETI) w Melilli, hiszpańskiej enklawie na terytorium Afryki. Od roku czeka na papiery, które umożliwią mu legalny pobyt w Europie. Przez granicę przejechał w schowku pod podwoziem samochodu. Taki przemyt kosztuje do 7 tys. euro od osoby.

Podobnych jak Malkee mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej czy Afryki Subsaharyjskiej, którzy marzą o europejskim raju, są tysiące. W imię lepszego życia w tym raju sprzedają ziemię i cały dobytek, ich rodziny zadłużają się, a oni wyruszają w kilkumiesięczną, czasem nawet kilkuletnią wędrówkę. Szacuje się, że do granicy dociera zaledwie 10 proc. tych, którzy opuścili swoją ojczyznę. Wielu nie przebywa nawet połowy drogi, inni zostają deportowani już z miejsca docelowego. Ale niektórym się udaje. I to oni dają nadzieję kolejnym.

Po dramatycznych wydarzeniach we Francji oraz migracji na większą skalę z Afryki Subsaharyjskiej politycy apelują o podjęcie kroków przez wszystkie państwa Unii i wypracowanie wspólnej strategii. Ważna jest współpraca z państwami północnej Afryki. Należałoby m.in. uruchomić morskie patrole w rejonie śródziemnomorskim. Oczywiście najlepiej przeciwdziałać imigracji u jej źródeł, czyli wspierać kraje rozwijające się.

Jednak na razie kraje Trzeciego Świata nie gwarantują swoim obywatelom dostatniego życia. A Europa Zachodnia kusi. Jak wynika z niedawnego raportu Caritas, w Europie żyje 56 mln imigrantów, z czego przynajmniej 5 mln nielegalnie. I będzie ich coraz więcej. Społeczeństwo w Europie Zachodniej starzeje się i potrzebuje nowych obywateli. Ci nowi to nie tylko tania siła robocza, ale także wykwalifikowani specjaliści.

Polityka 7.2007 (2592) z dnia 17.02.2007; Na własne oczy; s. 100
Reklama