Archiwum Polityki

Uśmiech Senegalczyka

Kończy się druga faza mistrzostw. Brazylia gra dalej, chociaż nie zachwyca, Meksyk niespodziewanie padł w meczu z USA, Danię pogrąża własny bramkarz, nudne Niemcy pokonują heroiczny Paragwaj, a ulubieńcy loży – Senegalczycy idą jak burza. Inni ulubieńcy, Irlandczycy, po dramatycznym boju przegrywają w karnych z Hiszpanią. Tymczasem w mundialu coraz więcej dni bez meczów.

– Teraz poczujemy nieznośną pustkę – przewiduje Jerzy Pilch.

Loża przyznaje bez bicia, że ze zbyt dużą rezerwą podeszła do przypuszczenia Mariusza Waltera, że w ćwierćfinale zagra Senegal. – Redakcja pozwoliła sobie nawet na dość krotochwilny komentarz, dlatego teraz będę mściwie jadł wasze kanapki – deklaruje pan prezes.

Sławomir Mizerski: – Byłem pewien, że jak Szwedzi strzelili tę bramkę, to jest już po Senegalu...

Walter: – Proszę pamiętać, że trzech najlepszych u nich nie grało, jeden musiał zejść w trakcie, a tymczasem każdy wchodzący rezerwowy okazał się równie dobry i grał jak ta lala.

Polityka 25.2002 (2355) z dnia 22.06.2002; s. 16