Archiwum Polityki

Krew się leje, wróg truchleje

Pokaż mi, co śpiewasz, a powiem ci, kim jesteś, zaś w czasie piłkarskich mistrzostw świata – jak będziesz grał. Piłka nożna to rytualne polowanie – twierdzi autor „Nagiej małpy” Desmond Morris. Fani malują sobie twarze w barwy wojenne, odurzając się narkotykiem naszej kultury – alkoholem – i wprawiają w rytualny taniec rytmicznym klaskaniem, a przede wszystkim hymnem klubu, regionu, państwa, tym naszym współczesnym zawołaniem plemiennym. Oto obszerny zestaw tych zawołań.

Hymny narodowe powstały stosunkowo niedawno, tak samo jak i nowoczesne narody, zaledwie dwieście lat temu. Narodziły się z ducha wojny i etniczno-mocarstwowej egomanii, i wcale nie jest powiedziane, że przetrwają drugie tyle. Choć są pieśni dużo starsze, śpiewane na cześć władcy od tysiąca lat – jak japoński, czy przynajmniej od połowy XVIII w. – jak brytyjski „Boże, chroń króla”, kopiowane potem przez inne domy panujące „Boże cara chrani”.

Polityka 25.2002 (2355) z dnia 22.06.2002; Społeczeństwo; s. 88