Archiwum Polityki

Nasza klasa

Najpierw silnik zgasł Lolowi, ale zdążył się katapultować. Rok później ja musiałem się katapultować, a w 2003 r. Andrzej Andrzejewski. Do środowego wieczoru wydawało się, że śmierć można oszukać.

Nazywam się Jerzy Gruszczyński i z drukowanej w gazetach serii 20 zdjęć poległych lotników bliżej lub słabiej znałem większość ludzi. Dwóch z nich to moi przyjaciele ze szkoły lotniczej w Dęblinie. Trzeci, Zdzisław Cieślik, był moim studentem na Akademii Obrony Narodowej. Może gdybym w zeszłym roku nie odszedł z wojska, też bym siedział w tym samolocie. 18 lat temu przeżyłem wypadek na samolocie wojskowym i wiem, jak krótko to trwa. Pocieszam się, że chłopcy nie cierpieli.

Polityka 5.2008 (2639) z dnia 02.02.2008; Temat tygodnia; s. 14