Archiwum Polityki

W drodze na dno

Coraz bardziej boimy się młodych przestępców. Agresywnych, bezwzględnych, pozbawionych skrupułów. Stereotyp jest taki: młodych przestępców wsadza się do poprawczaków, co jest bezcelowe, bo oni tam się tylko uczą bandyckiego rzemiosła. Więc opinia publiczna krytykuje poprawczaki, mówi: wsadzać małolatów do kryminału. Rzeczywistość jest inna: system opieki nad dzieciakami, które popełniły przestępstwo lub prostą drogą do tego zmierzają, to machina wielu instytucji, z których akurat zakłady poprawcze, gdzie trafiają nieliczni, wyglądają najlepiej. System zacina się. Pogrążył się w biedzie i nieudolnej reformie. Dziecko, które trafia w tryby państwowych instytucji wychowawczych, zbyt często już się z nich nie wydostaje, idzie schematyczną, powtarzalną drogą, w jednym kierunku – w dół, na dno.

Maciek z dumą mówi: – Jestem z Pruszkowa. Ma 20 lat i zaczepne, twarde spojrzenie. Jest też dumny ze sznytów, które na jego rękach tworzą regularne drabinki, od dłoni po barki, co centymetr kolejny szczebelek. I z wielkich tatuaży też, choć jeszcze nieskończone, bo koleżka poszedł na puszkę.

Jego kumpel z grupy – Paweł, lat 19 – jest z Włocławka. Jak kogoś pozna, to lubi rzucić tekst o tym, że w jego mieście jest fabryka drutu, gdzie ciągną drut: – Druta ciągną, kumacie?

Polityka 24.2002 (2354) z dnia 15.06.2002; Raport; s. 3