Archiwum Polityki

Bandyta nie zazna spokoju

Rozmowa z podinspektorem Antonim Kowalczykiem, komendantem głównym policji, o tym, co przeszkadza w łapaniu przestępców

Wydarzenia w Nadarzynie i śmierć policjanta wywołały lawinę. Z jednej strony padają zarzuty, że policjanci dali się zaskoczyć. Z drugiej nasiliła się presja, aby uwolnić policjantów ze sztywnego gorsetu procedury dotyczącej używania broni. Jeżeli Sejm zatwierdzi propozycje rządu, funkcjonariusze będą mogli strzelać bez ostrzeżenia.

Wszyscy jesteśmy mądrzy po szkodzie, ale nie sądzę, aby w Nadarzynie policjanci złamali procedury. Mam za sobą ponad 30 lat pracy w tym zawodzie i niemało doświadczeń. To co stało się w Nadarzynie, było wyjątkowe. Nie można było przewidzieć, że zdeterminowani bandyci przyjadą z bronią odbijać skradziony towar i walczyć z policjantami. Każde doświadczenie jednak czegoś uczy, wyciągamy więc z niego wnioski i poprawiamy nasze procedury.

Mówi się, że oni nie wiedzieli, iż strzelają do policjantów, myśleli, że to konkurencyjny gang.

Nawet gdyby tak było, to żadne usprawiedliwienie. Nikt nie ma prawa strzelać do ludzi. A tak naprawdę, to dobrze wiedzieli, do kogo mierzą. Tam trwała od 12 godzin zasadzka, policjanci inwentaryzowali ładunek tira, właściciel posesji miał tego świadomość, okoliczni mieszkańcy też. Bandyci stanęli do walki z policjantami i za to odpowiedzą. Poległ starszy aspirant z Piaseczna, to wielki dramat, zginął w czasie pracy. On i jego podwładni walczyli ze znacznie liczniejszą i świetnie uzbrojoną grupą gangsterów, nie stchórzyli, zachowali się jak na policjantów przystało. O tym trzeba pamiętać. Jeżeli społeczeństwo zaakceptuje proponowane przez rząd zmiany w przepisach o używaniu broni, to wydarzenia w Nadarzynie okażą się dla świata przestępczego brzemienne, bo nareszcie szanse policjantów w takich starciach zostaną wyrównane.

Polityka 14.2002 (2344) z dnia 06.04.2002; Kraj; s. 18
Reklama