Archiwum Polityki

Pomóż sobie Romie

Tadeusz Gabor, prezes Stowarzyszenia Romów, usłyszał kiedyś od nauczyciela w Maszkowicach: – Wystarczy, jeśli Rom nauczy się odróżniać lewą rękę od prawej. Ale Gabor wie, że bez wykształcenia nie ma pracy. Bez pracy jest nędza. Nędzę dziedziczą dzieci. A bezrobotny analfabeta, gdy jeszcze w dodatku słabo mówi po polsku, to człowiek bezbronny wobec sądu, biurokracji i mitu o Cyganie leniu i złodzieju. Z tą bezbronnością zmagają się asystenci romscy.

Pewnego dnia Jan Ciureja, wójt Romów gminy Limanowa, odebrał w drzwiach swego domu wezwanie do sądu. Jego czternastoletni syn został oskarżony o kradzież kurtki. Policję, bez wiedzy dyrektora szkoły i rodziców chłopca, powiadomiła pani pedagog. Ciureja twierdzi, że sprawę można było załatwić bez policji i sądu, wystarczyłby ojcowski wymiar sprawiedliwości. – Syn bał się mojej reakcji i kary. Przed wejściem do domu zostawiał przecież cudzą kurtkę w szopie, a zakładał swoją, żebym się o niczym nie dowiedział.

Polityka 14.2002 (2344) z dnia 06.04.2002; Na własne oczy; s. 100