Archiwum Polityki

Pusto w raju

Masakry w Indonezji to rzecz normalna. Ale na wyspie Bali panował do tej pory spokój. Półtora miliona turystów (na trzy miliony mieszkańców) zostawiało tam rocznie siedem miliardów dolarów. Dziś wieje pustką.

Nocny klub Sari znajduje się na obrzeżach miasteczka Kuta, blisko zatoki, która jeszcze dwa tygodnie temu pokryta była największą na świecie armadą żagielków na deskach. Tropik mimo sąsiedztwa równika znośny dzięki bryzie, długi sezon, przyjazny stosunek tubylców, beztroska, wysoki standard usług, swobodne (choć bez tajskiej przesady) obyczaje, ściągały tu ze świata inwestorów i turystów. Bungalowy jak z powieści w rajskich ogrodach, kolory krystalicznej wody w zatoce, malownicze wschody i zachody słońca i obrazy na niebie jak gdyby z Kaplicy Sykstyńskiej, wszystkie kuchnie Orientu, czarne jak smoła noce w night clubach, eleganckie lotnisko, które przyjmuje największe samoloty – za to wszystko płacono bez protestu po 500 dol.

Polityka 43.2002 (2373) z dnia 26.10.2002; Świat; s. 48