Archiwum Polityki

Dowody zebrane przypadkiem

W Polsce jest 1800 agencji detektywistycznych. Pierwsze zakładali esbecy. Chętnie zatrudniali niezweryfikowanych milicjantów, potem ludzi z UOP. Detektywom niby niewiele wolno, ale od czego są koledzy. Agencje to dziś w istocie komercyjna przybudówka policji.

Początek lat 90. to było eldorado prywatnych detektywów. Wszystkie informacje na wyciągnięcie ręki – jawne albo zdobywane za pieniądze od kolegów, którzy zostali w strukturach policji. Żadnej krępującej ustawy o ochronie danych osobowych. Szczególnie dochodowe były usługi inkaso – odzyskiwanie długów. Detektywi od inkasa ogłaszali się w dziennikach, nie podawali nazwisk. Można było poznać starą szkołę po metodach: nocne pukanie do drzwi, szantaż, telefony z pogróżkami, wybite szyby w samochodzie.

Polityka 42.2002 (2372) z dnia 19.10.2002; Temat tygodnia; s. 20