Archiwum Polityki

Rewizja osobista

Woody Allen żartował przed projekcją otwierającego festiwal filmu „Hollywood Ending”, że marsz po canneńskich schodach to straszna tortura i już gotów był prosić o pomoc Amnesty International. Słynne schody, wcale zresztą nie takie strome, stanowią łącznik między festiwalowym pałacem a ulicą – tam, gdzie zaczyna się chodnik, można nawet dostrzec banalne wyrwy. W ten sposób iluzja spotyka się z rzeczywistością. W tym roku w Cannes dominowała rzeczywistość.

Woody Allen, jeszcze bardziej neurotyczny i jeszcze mniejszy przy młodych partnerkach, zakpił sobie okrutnie z przemysłu kinematograficznego i z siebie samego, co zresztą czynił już wcześniej. Tym razem jednak pomysł był bardziej ryzykowny niż zwykle; oto sławny reżyser (oczywiście grany przez Allena) po latach przerwy ma stanąć za kamer ą, lecz wskutek splotu niepomyślnych okoliczności wpada w potworny stres i traci wzrok. Ale machina produkcyjna już rusza, więc mistrz musi wykonywać rutynowe obowiązki na planie, co – jak nietrudno przewidzieć – sprawia mu niemałe kłopoty.

Polityka 22.2002 (2352) z dnia 01.06.2002; s. 16