Archiwum Polityki

On książę, ona geometra

W „Grande Fratello”, czyli włoskim „Big Brotherze”, wrze. To już kolejna edycja, więc trzeba stawać na głowie, aby nie utracić zainteresowania widzów. A i stanie na głowie to za mało.

Kuchnia opalana drewnem, łóżka polowe, nieotynkowane ściany, zdezelowane meble – tak wygląda w tym roku włoski dom Wielkiego Brata. Bo w istocie tak jak w rosyjskim reality show „Imperium” kręconym w naszym Grodźcu (POLITYKA 33/05) domy są dwa – w tym drugim nie zabrakło basenu, sauny, jacuzzi i innych luksusów, o których można by długo, ale po co.

W odróżnieniu od rosyjskiego programu, gdzie uczestników od razu podzielono na tych, którzy będą odgrywać bogaczy i biedaków, we włoskim „Grande Fratello” bohaterowie zaczęli przygodę od pobytu w „domu biedaków” (gdzie notabene brakowało jednego łóżka) i na początku nie wiedzieli, że za chwilę przed nimi otworzy się lepszy świat, błyszczący kafelkami i marmurami.

Polityka 9.2006 (2544) z dnia 04.03.2006; Świat; s. 52