Archiwum Polityki

Adios pomidory

Była pracownica zaopatrzenia chciałaby zadać pytanie, co państwo ma z tego, że w 1994 r. oddało, nieomal za darmo, 87 hektarów gruntu akurat panu Tomaszowi Majowi, ogrodnikowi spod Radomia? Takiego drogiego gruntu, przy samej wylotówce u bram Warszawy. Otóż, jej zdaniem, państwo z tego nie ma nic. W Mysiadle od dawna nie hoduje się już pomidorów, zostało tylko trochę starych róż, natomiast bujnie rosną długi, których jest już co najmniej 150 mln zł.

Koleżanka z rachuby podsuwa następne pytanie – co miałoby państwo, gdyby tę samą ziemię rozdało wtedy między 600, z grubsza licząc, pracowników upadającego PGR? Otóż państwo wtedy także nie miałoby nic, ale za to każdy z zatrudnionych ludzi miałby majątek, bo dostałby po około 1,4 tys. m kw. ziemi, która w tym miejscu – według zapewnień pana Maja – warta jest po 200 dol. za metr.

Była pracownica administracji chce być solidna oraz żeby nikt jej nie posądzał o oszołomstwo.

Polityka 21.2002 (2351) z dnia 25.05.2002; Kraj; s. 32