Archiwum Polityki

Do góry dnem

Jeszcze dwa lata temu szczecińskim stoczniowcom wszyscy zazdrościli: prestiżu firmy, zarobków, bezpiecznego miejsca pracy. Dziś na pochylniach i przy nabrzeżach straszą niewykończone statki, robotnicy miast pracować wiecują, a prywatny holding w praktyce został przejęty przez Skarb Państwa. To pierwsza – w tak wielkiej skali –renacjonalizacja majątku narodowego. Gdzie tkwi błąd?

Praca stoczni została wstrzymana na początku marca. Przyczyną była utrata płynności finansowej. Banki, które do tej pory nie odmawiały pieniędzy opromienionemu sukcesem minionych lat prezesowi Krzysztofowi Piotrowskiemu, od października 2001 r. twardo mówią „nie”. A bez banków lub oparcia w innych i to silnych instytucjach finansowych statków budować się nie da. Jeden statek kosztuje bowiem kilkadziesiąt milionów dolarów.

Stocznia Szczecińska, przez kilka lat osiągająca dobre wyniki, ubiegły rok zamknęła stratą ok.

Polityka 21.2002 (2351) z dnia 25.05.2002; Gospodarka; s. 66