Archiwum Polityki

Egzekutor

Władysław Ch., z zawodu ogrodnik, z powołania gangster, wydawał wyroki śmierci z więzienia. Przez telefon komórkowy wskazywał ofiarę, czas i miejsce egzekucji. Rytuał morderstwa doprowadził do rzadkiej w kraju perfekcji.

O gangu, nazwanym później szumnie gangiem Ala Capone, zaczęło być głośno w Małopolsce w połowie lat 90. W skórę dostali wówczas drobni przedsiębiorcy z okolic Nowego i Starego Sącza, na których Władysław Ch., ogrodnik z Gabonia, malowniczej górskiej wioski, nałożył stałą daninę. Szczególną opieką otoczył właścicieli agencji towarzyskich. Plan był prosty, ale genialny. Najpierw na wystawny obiad zapraszał szefa innego gangu, najczęściej z Lubelszczyzny. Proponował interes: suty napiwek za drobną demolkę w domach schadzek.

Polityka 21.2002 (2351) z dnia 25.05.2002; Społeczeństwo; s. 96