Archiwum Polityki

Pasztet z mięsem

Strach przed gąbczastym zwyrodnieniem mózgu uczynił nas podatnymi na manipulację. Kiedy Europę ogarnęła panika BSE, z powszechną aprobatą przyjęliśmy zamknięcie polskich granic przed importowaną wołowiną, wierząc, że to dla naszego dobra. Nie protestowaliśmy też przed zaporowymi cłami na wieprzowinę i drób, żeby nie szkodzić naszym rolnikom. Dziś legalny import mięsa jest znikomy, ale pokusa przemytu coraz większa, gdyż nasze mięso jest droższe niż za granicą. W dodatku nagle okazało się, że nie jest to cena płacona za bezpieczeństwo. Pierwszy – i zapewne nieostatni – wykryty przypadek krowy zarażonej BSE uświadomił, że „polskie” wcale nie musi oznaczać „zdrowe”.

Brutalnie dali nam to do zrozumienia sąsiedzi: Litwa, Łotwa, Estonia, Chorwacja, Białoruś, Bułgaria, Ukraina i Rosja wprowadziły zakaz importu polskiej wołowiny. Są to dla nas decyzje bolesne, ponieważ rocznie sprzedawaliśmy na Wschód około 30 tys. ton. Teraz podobna ilość półtusz mrozi się w chłodniach, a Agencję Rynku Rolnego głowa boli od przybytku.

Stanisław Zięba, sekretarz generalny Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa, ma z tego powodu wątpliwą satysfakcję.

Polityka 20.2002 (2350) z dnia 18.05.2002; Raport; s. 3