Archiwum Polityki

Teledemokracja

Rozmowa z Massimo D’Alemą, liderem partii Demokraci Lewicy, byłym premierem Włoch

Jednym z zarzutów, jakie się panu stawia, jest to, że będąc premierem nie zrobił pan nic dla uregulowania we Włoszech konfliktu interesów na styku biznes–świat polityki. To dlatego Silvio Berlusconi ma dziś taką władzę?

W żadnym z krajów liberalnych nie ma specyficznej normy regulującej konflikt interesów. Istnieje natomiast niepisane prawo, świadczące o poziomie cywilizacji i kultury demokratycznej, według którego ludzie biznesu, decydujący się włączyć w życie polityczne i aspirować do zajmowania najwyższych stanowisk państwowych, dobrowolnie pozbywają się swoich majątków – sprzedając je lub przekazując zarządzanie nimi komuś innemu. Niestety we Włoszech doszło do paradoksalnej koncentracji władzy w rękach jednego człowieka – premier Berlusconi może faworyzować interesy biznesmena Berlusconiego, będącego najbogatszym człowiekiem w kraju; do tego biznesmen Berlusconi jest właścicielem trzech prywatnych kanałów telewizyjnych, a premier Berlusconi decyduje o trzech kanałach telewizji publicznej, praktycznie więc Berlusconi kontroluje całą informację.

Taka koncentracja władzy w rękach jednego człowieka jest niewyobrażalna w kraju, który uważa się za nowoczesną demokrację parlamentarną. Ale wątpiłem i wątpię nadal, że tę paradoksalną sytuację rozwiąże ustawa. Mieliśmy już jedną ustawę antymonopolową, przeforsowanie kolejnej nic by nie zmieniło – Berlusconi ma dużą i bogatą rodzinę, na rzecz której jest gotów scedować cały swój majątek, jeżeli taka potrzeba zaistnieje. Nie można też szukać paragrafu na premiera, który wygrał wybory powszechne i głosowało na niego 18 mln Włochów.

Problemem Włoch nie jest Berlusconi – Włochy mają problem kulturowy.

Polityka 20.2002 (2350) z dnia 18.05.2002; Świat; s. 48
Reklama