Archiwum Polityki

Lekarstwa gorsze od choroby

Każdy nowy rok szkolny to kolejny etap jakiejś reformy oświatowej. Urzędnicy wciąż poszukują cudownych recept na wzmocnienie szkoły. Rodzice, uczniowie i nauczyciele mają prawo czuć się skołowani nadmiarem podawanych lekarstw.

Recept na uzdrowienie oświaty pamiętam mnóstwo. Ich deklarowana, procentowa skuteczność przypomina mi cytat, który Czesław Miłosz przytacza w „Zniewolonym umyśle” za Vincenzem, a ten powołuje się na starego Żyda z Podkarpacia. Sens jest taki, że jak ktoś ma 60 proc. racji, to wielkie szczęście. A 75 proc. racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. Komentarz do 100 proc. racji przemilczę. Na początku transformacji ustrojowej taką cudowną receptą miało być sprywatyzowanie szkół, bo państwowy system jest niewydolny, obciążony nawykami totalitaryzmu, nie liczy się z postulatami i opiniami rodziców.

Polityka 38.2002 (2368) z dnia 21.09.2002; Kraj; s. 36