Archiwum Polityki

Duży czerwony krzyżyk

Był Polakiem, którego do rodzinnych Gliwic przywiózł czarnoskóry przyjaciel aż z New Yersey. Nie powiedzieli, na co jest chory. Dla lekarzy pewne było tylko, że pacjent, który prosto z samolotu trafił do izolatki, umiera. Przyjaciel przychodził codziennie. Mył chorego, karmił i przebierał. Gdy rankiem, 8 września, zobaczył puste, zasłane łóżko, zapłakał i zniknął na zawsze. Zostawił za sobą zalękniony kraj, dla którego mieszkańców informacje o tajemniczej epidemii z Afryki były do tej pory tak samo egzotyczne, jak doniesienia o kolejnych lądowaniach UFO.

"Zgon nastąpił 7 września 1986 r. o 22.30" - brzmi lakoniczny wpis pielęgniarki w zeszycie III Oddziału Wewnętrznego Szpitala Miejskiego nr 1 przy ulicy Kościuszki w Gliwicach. Dwanaście godzin później z warszawskiego laboratorium przywieziono wyniki badań krwi zmarłego. Diagnoza nie pozostawiała wątpliwości: Acquired Immunity Deficiency Syndrom. W skrócie: AIDS.

Wirusowy pożar buszu

Dokładnie dwanaście lat później kilkadziesiąt osób chodzi po sali ośrodka w nadmorskim kurorcie i podaje sobie ręce.

Polityka 38.1998 (2159) z dnia 19.09.1998; Na własne oczy; s. ${issuePage}