Archiwum Polityki

Do przodu i do tyłu

Jeśli w wyborach 26 marca do władzy dojdzie opozycja, Ukraina weźmie kurs na strategiczny sojusz z Rosją.

Blisko 44 proc. wyborców, którzy oddali głos w „trzeciej”, dodatkowej turze wyborów prezydenckich na Partię Regionów Wiktora Janukowycza, nadal mieszka na Ukrainie. Po porażce swego kandydata czują gniew i są żądni rewanżu. Od zaprzysiężenia Juszczenki minął już rok. Przez ten czas pomarańczowa władza nie udowodniła większości obywateli ze wschodu i południa kraju, że w grudniu 2004 r. dokonali złego wyboru. Donbas i inne niebiesko-białe regiony będą głosować nie tyle na dawnego protegowanego Kremla, co przeciwko Juszczence i Tymoszenko, przeciwko pomarańczowej rewolucji, której wyborcy Partii Regionów nie uznają za swoją.

Partia Regionów jest liderem w wyborczym wyścigu, sondaże dają jej od 25 do 30 proc. głosów. Drugie miejsce zajmuje Blok Nasza Ukraina – 18 proc., a trzecie – Blok Julii Tymoszenko – około 15 proc. Trzyprocentowy próg przekraczają również Socjaliści, którzy mogą liczyć na 5–7 proc.

„Na Ukrainie prawa człowieka będą ponad wszystko, a opozycja uzyska wszelkie możliwości działania” – zapowiada Partia Regionów. Jej pomarańczowi oponenci nie mają nic przeciwko temu. Przeszkadza im natomiast, że Partia Regionów opowiada się za przekształceniem Ukrainy w państwo federalne. Nie godzą się też, aby rosyjski, jak chce Janukowycz, był drugim językiem urzędowym. Punktem spornym jest także neutralność Ukrainy, która w zamyśle Partii Regionów powinna być potwierdzona w referendum. I Janukowycz planuje poprowadzić Ukrainę do integracji europejskiej, ale głównym punktem odniesienia na arenie międzynarodowej jest Rosja – partner strategiczny, z którym trzeba „dokończyć pracę nad utworzeniem wspólnej przestrzeni gospodarczej”.

Polityka 12.2006 (2547) z dnia 25.03.2006; Świat; s. 44
Reklama