Archiwum Polityki

Waszyngton za otwartymi drzwiami

Demon seksu jest wszechobecny i nęka od najmłodszych lat – zdają się wierzyć Amerykanie. Żaden inny kraj Zachodu nie wydaje się mieć tylu problemów z seksualnością. Żaden tak usilnie nie próbuje regulować za pomocą prawa intymnej sfery życia. To wpływ tradycji purytańskiej, wciąż tu niezwykle silnej mimo rewolucji obyczajowej lat 60.

W szkole w stanie Massachusetts 6-letni chłopiec włożył dwa palce za gumkę spódniczki siedzącej przed nim koleżanki. Szkoła zawiadomiła prokuratora, meldując o seksualnym molestowaniu. Prawo karne w Massachusetts stosuje się od lat siedmiu wzwyż, więc chłopiec nie wylądował w poprawczaku, ale został zawieszony na trzy dni w prawach ucznia. Podobnych historyjek jest w USA więcej. W miasteczku Lexington innego sześciolatka zawieszono za to, że pocałował swoją rówieśniczkę. A nieco starszy 10-letni chłopiec zakochany w koleżance z klasy, tak długo zalecał się do niej, aż jej zdenerwowana mama pozwała dyrekcję szkoły do sądu, że pozwala na molestowanie seksualne. Sąd przyjął pozew.

Na amerykańskich plażach kobiety nie odważą się opalać topless. Biustonosze obowiązkowo zakłada się już trzyletnim dziewczynkom. Policja nęka matki karmiące piersią w miejscach publicznych. W kinach nie pokazuje się śmielszych erotycznie europejskich filmów albo szybko schodzą one z ekranów po protestach mieszkańców. Prostytucja jest zakazana poza kilkoma hrabstwami w stanie Nevada. Jej ściganiu poświęca się mnóstwo energii, z podstawianiem agentek w roli cór Koryntu włącznie. Lokale z tańcem egzotycznym – jak zwie się teraz striptiz – gnieżdżą się w szemranych etnicznych dzielnicach albo za miastami. Wyjątkami są Las Vegas i miasto rozpusty Nowy Orlean; ten ostatni – zdaniem protestanckich fundamentalistów – ukarany został przez Boga zeszłorocznym kataklizmem właśnie za rozwiązłość.

W żadnym innym kraju nie mówi się tyle o seksie.

W barze, w radiu i telewizji, na internetowych czatach. Mówi się albo z lekarską rzeczowością, albo z młodzieńczym podekscytowaniem, tonem dorastających chłopców, chichocząc i tropiąc momenty w filmach i książkach, jakby były tam najważniejsze.

Polityka 12.2006 (2547) z dnia 25.03.2006; Świat; s. 46
Reklama