Archiwum Polityki

Dzietni, dzielni, trochę inni

U Niemyskich urodziło się ośmioro dzieci, u Mikosiów – sześcioro. Przy piątym porodzie lekarz powiedział Annie Niemyskiej, że przy szóstym już jej nie zszyje. Żeby osoba wykształcona miała tyle dzieci?

Mikosiowie przyjmowali kolejne dzieci, jak mówią, raz z przerażeniem, raz z radością. Niemyscy – zwyczajnie. Po prostu przychodziły na świat. Gdyby nie atmosfera Przymierza Rodzin, katolickiego stowarzyszenia, do którego należą (jak wiele wielodzietnych), może byłoby ich mniej. A tak – ośmioro. Ród nie zginie. Zwłaszcza że najstarsza Marysia ma już troje własnych. Ja – oświadczyła rodzicom – dużo dzieci mieć nie będę, najwyżej pięcioro.

Co rok prorok, nastrugali sobie, dziecioroby – mówiono o takich we wczesnej PRL i do jednego worka wrzucano z kołtunem i zabobonem.

Polityka 12.2006 (2547) z dnia 25.03.2006; Społeczeństwo; s. 88