Archiwum Polityki

Triumfująca ryba

Szwecja słynęła od stuleci z pysznych ryb. A Polska wcale nie była gorsza. Guillaume Beauplan, francuski XVII-wieczny kartograf, autor pierwszych map naszego kraju, twierdził w swych dziennikach, że szczupaki i sandacze po polsku przewyższają smakiem wszystko, co jadał.

Postanowiliśmy więc dokonać badań porównawczych. Które ryby i przepisy są lepsze: te skandynawskie czy nasze słowiańskie?

Od znajomego smakosza dowiedzieliśmy się, iż w Sienna Center, biurowcu zlokalizowanym u zbiegu ulic: Siennej, Twardej i Żelaznej, otwarto szwedzką restaurację. Bez wahania postanowiliśmy ją odwiedzić. Informacja, jak wiele innych krążących dziś po Warszawie, okazała się nie w całości prawdziwa. Restauracja Sienna ma ze Szwecją związek tylko częściowy. Jej menedżer Eric Andersson jest Skandynawem. W karcie dań królują zaś włoskie pyszne kluchy, jest klasycznie polski krupnik, znane nad Wisłą warkocze z polędwicy i inne smakołyki. Na szczęście są wśród nich także i ryby (w tym śledzie, bez których żaden Szwed nie wyobraża sobie dnia).

Rozpoczęliśmy więc ucztę od zupy rybnej, która nie tylko w nazwie miała przymiotnik szwedzka, lecz była przyrządzona według sztokholmskich reguł. Pływały w niej kawałki łososia i dorsza, wyłowić można było także małże, krewetki, małe ośmiorniczki i ogony raków. Wszystko było okraszone listkami kolendry i odrobiną słodkiej papryki.

Przy wyborze dań głównych obaj zdecydowaliśmy się na ryby. (W przypadku prof. Andrzeja Garlickiego był to gest heroiczny, bowiem konsumpcja ryby, gdy można zamówić np. kaczkę lub polędwicę, to dla niego istna tortura). Łosoś z krewetkami, jarzynami i kulkami z ziemniaków okazał się znacznie lepszy niż niejedna kaczka. A dodać należy, że jak dotąd nie wykryto żadnej zarazy wśród ryb.

Absolutnie fantastycznym daniem była sola na szpinaku z dodatkiem małych pomidorków i krewetek. Zaś sos, w którym pływała ryba, przewyższał wszystko, co ostatnio podano nam w stołecznych restauracjach.

Polityka 12.2006 (2547) z dnia 25.03.2006; Społeczeństwo; s. 100
Reklama