Archiwum Polityki

Miasta litościwe

Coraz więcej miast wprowadza albo zapowiada abolicje czynszowe: częściowe oddłużanie lokatorów domów komunalnych, zalegających z opłatami ponad 3 miesiące. Podobno miastom to się opłaca. Oddłużanie jest jednak leczeniem raka za pomocą aspiryny.

Miasta umarzały długi czynszowe od lat, ale głównie osobom w skrajnej biedzie, bez rozgłosu, żeby nie zachęcać innych lokatorów do niepłacenia. Pierwszym wyjątkiem był Wrocław: 19 maja 2000 r. Bogdan Zdrojewski, wówczas prezydent miasta, ogłosił wielką milenijną abolicję dla najuboższych wrocławian. Obiecał umorzenie wszystkich zaległości wobec miasta, od czynszów w domach komunalnych po podatki od psów. Następnego dnia do Urzędu Miasta przyszły tłumy, głównie z podaniami o darowanie długów czynszowych. Z prezentu skorzystali jednak dość nieliczni: z około 34 mln zł zaległości czynszowych umorzono 4,5 mln zł.

Za przykładem Wrocławia poszły inne miasta, nie były to już jednak tak głośne amnestie czynszowe. Na przykład rada warszawskiej gminy Centrum przyjęła 21 lipca 2000 r. uchwałę pozwalającą dyrektorom zarządów budynków komunalnych umarzać albo rozkładać na raty długi czynszowe lokatorów w szczególnie trudnej sytuacji finansowej (jeśli zadłużenie przekracza 7 tys. zł, decyzję podejmuje burmistrz). – W ubiegłym roku umorzenia sięgnęły 4,4 mln zł, a na raty rozłożyliśmy długi przekraczające 6 mln zł – mówi Wojciech Szymborski, zastępca burmistrza. – Podstawą do udzielenia pomocy jest ustalenie, że lokator rzeczywiście nie jest w stanie płacić czynszu. Tylko indywidualne zwolnienia są słuszne; bywa przecież tak, że za mieszkania nie płacą ludzie, którzy jeżdżą Mercedesami. (Przy końcu ubiegłego roku zaległości czynszowe sięgały w gminie Centrum 60 mln zł).

Innego zdania byli rajcy miejscy Poznania: 27 listopada ubiegłego roku podjęli uchwałę o częściowym oddłużeniu wszystkich lokatorów, łącznie z tymi, którzy nie płacą, bo nie chcą.

Polityka 10.2002 (2340) z dnia 09.03.2002; Gospodarka; s. 64
Reklama