Archiwum Polityki

Kampania z głową (kapusty)

Przez kilka miesięcy nasi sąsiedzi bombardowani byli wielkimi plakatami: „To Ty jesteś Einsteinem!”, „To Ty jesteś Beethovenem!”, „To Ty jesteś Porsche!”, „Niemcy to Ty!”.

Zakończoną niedawno akcję „Du bist Deutschland” (Niemcy to Ty) zainicjował Bertelsmann wraz z innymi 25 koncernami medialnymi. Po przygnębiającej kampanii wyborczej miała ona przełamać rzekomy marazm niemieckiego społeczeństwa i zachęcić Niemców do większej aktywności i podejmowania ryzyka. Nie promowała partii, ideologii czy obowiązującego kanonu kultury narodowej. Apelowała do każdego z osobna, aby stawiał sobie ambitne cele i wierzył, że jest w stanie je zrealizować. Miała zarażać optymizmem i wiarą w to, że można tworzyć wspaniałą przyszłość, a nie tylko stać z boku i narzekać.

Oto wraca stary dylemat: Czy medialna propaganda sukcesu pozwoli zaprogramować dumę narodową. Jak wzmocnić samopoczucie społeczeństwa, które od dłuższego czasu znajduje się w kryzysie tożsamości? Z jednej strony ciąży na nim piętno niemieckiej przeszłości. Z drugiej natomiast przestaje już wierzyć w swe możliwości gospodarcze?

Politycy niemieccy co jakiś czas wołają o nowy patriotyzm, o nową dumę narodową, ale zarazem lękają się wypuszczenia złego ducha z butelki. W końcu to skini po zjednoczeniu Niemiec bijąc obcokrajowców wołali „Jestem dumny, że jestem Niemcem”. Gdy w 2000 r. chadecy zaczęli mówić, że w Republice Federalnej powinna obowiązywać niemiecka „kultura przewodnia”, to spotkali się z ostrą kontrą SPD i Zielonych broniących wielokulturowości i wieloetniczności Niemiec. Jak wzmocnić niemiecką dumę nie budząc niemieckich demonów?

Socjotechnika zmienia mentalność? Właśnie tak mówili organizatorzy. Niemcy są ospali, niezadowoleni i zniechęceni, zaufanie do polityków żadne, a gospodarka w stagnacji. Jeśli ludzie uwierzą w siebie, to i gospodarka się ruszy.

Polityka 6.2006 (2541) z dnia 11.02.2006; Świat; s. 50
Reklama