Archiwum Polityki

Ziemia niczyja

:-)

Film zdobył kilka znaczących nagród, w tym tegorocznego Oscara dla najlepszego dzieła zagranicznego. Jak się wreszcie możemy przekonać w naszych kinach, uczciwie zasłużył na wszystkie te wyróżnienia. „Ziemia” jest debiutem bośniackiego reżysera Danisa Tanovicia, który napisał też scenariusz oparty na świetnym, choć na pierwszy rzut oka nieco teatralnym pomyśle. Mamy tu klasyczną wręcz jedność miejsca, czasu i akcji. Oto wskutek zbiegu okoliczności w okopie pomiędzy liniami bośniacko-serbskiego frontu uwięzieni zostają dwaj żołnierze z wrogich armii. Mogą razem zginąć albo ocaleć – pod warunkiem jednak, że zaczną współdziałać. Z pozoru nic łatwiejszego, tym bardziej że ci wrogowie mówią tym samym językiem. A jednak nienawiść jest silniejsza, między przypadkowymi partnerami cały czas trwa walka, na przykład o karabin: kto aktualnie jest w jego posiadaniu, ma rację i dyktuje warunki. Dramat zmienia się w czarną komedię czy nawet w surrealistyczną groteskę. Jest bowiem w okopie jeszcze trzeci bohater, wzięty wcześniej za zmarłego Bośniak, który został ułożony na minie tak skonstruowanej, że natychmiast wybuchnie, jeżeli ciężar zostanie z niej zdjęty. Kłopotliwą sytuacją powstałą w rejonie ziemi niczyjej zainteresowały się wojska międzynarodowej misji pokojowej oraz media. Chaos jeszcze się pogłębia, tymczasem Bośniak wciąż leży na minie, która w każdej chwili może wybuchnąć. To metafora, jak zresztą cały film, który jest symboliczną opowieścią o absurdzie nie tylko tej wojny. (zp)

:-) świetne
:-, dobre
:-' średnie
:-( złe
Polityka 35.2002 (2365) z dnia 31.08.2002; Kultura; s. 50
Reklama