Archiwum Polityki

Trzecie życie Kazimierza

Dzieje tej krakowskiej dzielnicy można podzielić na trzy epoki: żydowską, która jest dziś legendą, polską, która też do swoistej legendy przechodzi, i turystyczną. Tę obecną zawdzięcza w niemałym stopniu Festiwalowi Kultury Żydowskiej.

Festiwal powstał jeszcze w końcówce komuny, w 1988 r., kiedy po Kazimierzu strach było chodzić – był smutny, opuszczony, zamieszkany przez lumpów i mimo to piękny. Większość festiwalowych spotkań, a potem koncertów odbywała się zresztą w centrum miasta (m.in. w kinie Kijów). Kto pamięta te czasy i nie był w Krakowie długo, nie poznałby dziś ulicy Szerokiej, Miodowej, Józefa czy placu Nowego. Przewalają się tu międzynarodowe tłumy, z tym że starsi trzymają się raczej Szerokiej, a młodzież – Alchemii i lokali w sąsiedztwie. Można powiedzieć, że taki sam turystyczny tłok jest w całym Krakowie, jednak ten jest inny. Tu szuka się duchów, śladów społeczności, która w całości znikła.

Miejsce wychodzi tym poszukiwaniom naprzeciw: knajpa koło knajpy, hotel przy hotelu, galeria obok galerii. Większość nawiązuje w jakiś sposób do żydowskiej przeszłości, niestety często bez pojęcia. W menu jednej z restauracji (widnieją tam m.in. takie potrawy jak zupa zazdrosnej Sary czy ryba pięknej Racheli) można przeczytać, że patronuje jej właściciel „w jedwabnej bekiesze (pisownia oryginalna – DS) i sobolim kołpaku z hałaśliwym żywiołem chederu”.

Skąd człowiek od bekieszy czy kołpaka ma coś na temat Żydów wiedzieć? Nie ma ich tu, a kiedy byli, nie wzbudzali zainteresowania Polaków,

choć Żydzi Polakami fascynowali się zawsze, a dzisiejsze postawy antypolskie, które zdarzają się w starszych pokoleniach rozsypanych po świecie, wynikają z zawiedzionej miłości. Główny rabin Krakowa Ozjasz Thon, poseł na Sejm II RP, w 1919 r. podczas głosowania nad ratyfikacją traktatu wersalskiego powiedział: „Ja wierzę w Polskę.

Polityka 27.2007 (2611) z dnia 07.07.2007; Ludzie; s. 88
Reklama